Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zen. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 sierpnia 2015

왜 한국어를 공부해요?

선 불교가 모든을 시작입니다.
나는 선 불교가 몇 년 연습입니다.
관음선원 다닙니다.
교육이 한국의 전통에서 있어요.
숭산 선사님은 관음선원을 작성입니다.
여러분 중 일부는 그의 가르침을 알고 수 있습니다.
나는 한국어가 관심을 갖게하는 이유입니다.
독학입니다.
플래시 카드와 책을 샀다.
콤팩트 디스크는 책을 동반한다.
그것은 폴란드 인터넷에서 뭔가 한국어를 찾기가 어렵니다. ㅠㅠ
그러나, 나쁘지 않습니다.
당신은 이해할 수, 나는 희망습니다. ^^

숭산 선사님 (Seung Sahn DSSN)
Why do I study Korean?

All beginning from zen.
I practice Zen Buddhism each years.
I attend Kwan Um School of Zen.
It's training in Korean traditional.
Seung Sahn DSSN created Kwan Um School of Zen.
Some of you might know his teaching.
That's why I became interested in the Korean language.
I am self-taught.
I bought the book and flash cards.
The book is accompanied by a CD disk.
It's hard to find something about the Korean language in the Polish Internet. :(
But slowly can cope very well (However, it is not bad).


I hope that you are able to understand me. :)

czwartek, 24 maja 2012

Zrelaksuj się i przestań tak bardzo się starać.

Pewien człowiek chciał stać się oświecony i wyruszył na poszukiwanie mistrza. Znalazł go
i mistrz uczył go medytacji. Po jakimś czasie powiedział swemu nauczycielowi, że medytacja
przynosi efekty, bo zrozumiał, co to jest ego. Nauczyciel nie wyglądał na zachwyconego, co
zdziwiło ucznia, ale poszedł dalej medytować. Znowu upłynął jakiś czas i pochwalił się
mistrzowi, że jest w kontakcie ze swoim prawdziwym ja i doświadcza ekstazy. Znowu nie
zrobiło to wielkiego wrażenia na nauczycielu, ale uczeń kontynuował swoją praktykę. Po
dłuższym czasie powiedział nauczycielowi, że nie tylko odnalazł siebie, ale poczuł się
połączony ze wszystkimi formami życia, także z Bogiem. Nauczyciel znowu nie był
poruszony. A więc uczeń usiadł w milczeniu, zastanawiając się, co jeszcze może zrobić, aby
otrzymać jakiś znak uznania od swego nauczyciela za wszystko, co zrobił. Siedział tak przez
lata i nie mógł znaleźć odpowiedzi. Potem pojawiło się w nim jakieś nowe uczucie i
nauczyciel natychmiast to wyczuł. Zapytał go:
– Co cię teraz oświeciło?
Uczeń odpowiedział:
– A jakie to ma znaczenie? Siedzę sobie tutaj i dobrze mi. Nauczyciel podskoczył i zawołał
radośnie:
– Wreszcie zrozumiałeś!

-opowiadanie z książki Sisson P. Colin "Wewnętrzne przebudzenie"

Znaczenie kota w medytacji

Znaczenie kota w medytacji

 Po napisaniu książki o szaleństwie, byłem zmuszony zainteresować się jak wiele rzeczy wykonujemy z konieczności, a jak wiele z nich to absurd.
Dlaczego nosimy krawat?
Dlaczego wskazówki zegara przesuwają się "według wskazówek zegara"?
Jeśli żyjemy w świecie, gdzie obowiązuje system dziesiętny - dlaczego dzień ma 24 godziny, składające się z 60 minut każda?
Faktem jest, że wiele reguł, których przestrzegamy w dzisiejszych czasach nie ma logicznego wytłumaczenia.
Jednak, jeśli próbujemy działać inaczej, uznani zostajemy za szaleńców  lub niedorozwiniętych.
Tymczasem, społeczeństwo nadal tworzy różne systemy, które po pewnym czasie tracą rację bytu, mimo to nadal wyznaczają reguły.
Interesująca japońska opowieść ilustruje, co chcę przez to powiedzieć:
 Wielki mistrz Zen, sprawujący władzę nad klasztorem Mayu Kagi, posiadał kota, który był prawdziwą miłością jego życia. Podczas lekcji medytacji, zawsze trzymał kota przy swoim boku, żeby cieszyć się jego towarzystwem najdłużej jak tylko się da.

Pewnego poranka, znaleziono mistrza, który był już dość stary, martwego. Najstarszy uczeń zajął jego miejsce.
- Co zrobimy z kotem? - zapytali pozostali mnisi.
W hołdzie pamięci swojego byłego nauczyciela, nowy mistrz pozwolił kotu uczestniczyć w lekcjach Buddyzmu Zen.
Niektórzy uczniowie z sąsiednich klasztorów, którzy dużo podróżowali po regionie, odkryli, że w jednej z najbardziej znanych świątyń, kot bierze udział w medytacjach. Historia zaczęła się rozpowszechniać.

Minęło wiele lat. Kot zmarł, ale uczniowie w klasztorze byli tak przyzwyczajeni do jego obecności, że kupili kolejnego kota. Tymczasem inne świątynie zaczęły wprowadzać kota do swoich lekcji medytacji; wierzyły, że to właśnie kot był odpowiedzialny za sławę klasztoru Mayu Kagi i jakość jego nauczania, zapominając, jak znakomitym nauczycielem był poprzedni mistrz.

Minęło całe pokolenie. Zaczęto publikować specjalistyczne rozprawy naukowe o znaczeniu kota w medytacji Zen. Profesor uniwersytetu opracował tezę, zaakceptowaną przez środowisko akademickie, że kot posiada zdolność do zwiększania ludzkiej koncentracji i eliminowania negatywnej energii.
I tak, przez całe stulecie, kot był uważany za niezbędny element w nauce Buddyzmu Zen w tamtym regionie.

Pewnego dnia przyjechał tam mistrz, który był uczulony na sierść kota i zadecydował o usunięciu kota z codziennych zajęć z uczniami.
Wszyscy protestowali, ale mistrz obstawał przy swoim. Ponieważ był utalentowanym nauczycielem, uczniowie nadal czynili postępy, pomimo nieobecności kota.
Stopniowo, klasztory - zawsze poszukujące nowych pomysłów i zmęczone karmieniem tak wielu kotów - zaczęły usuwać koty ze swoich klas. Przez następne dwadzieścia lat pisano nowe, rewolucyjne rozprawy naukowe, noszące przekonujące tytuły, takie jak: "Zachowanie równowagi wszechświata Zen, używając jedynie mocy własnego umysłu, bez pomocy zwierząt".

Minęło kolejne sto lat i kot całkowicie zniknął z rytuału medytacji w tamtym regionie. Aż dwieście lat zajął powrót do normalności, a wszystko tylko dlatego, że w tym czasie nikt nie pomyślał, żeby spytać, czemu tam był kot.
Paulo Coelho
Pisarz, który poznał tę historię wieki później, napisał w swoim dzienniku:
"Jak wielu z nas w swoim życiu kiedykolwiek ośmieli się spytać: dlaczego zachowuję się w taki, a taki sposób? Jak często w tym co robimy używamy nieskutecznych "kotów", których nie mamy odwagi się pozbyć, bo powiedziano nam, że "koty" są niezbędne, żeby wszystko szło gładko?"

piątek, 18 maja 2012

Do Ciebie. Powiedzenia Zen

Do Ciebie, który nie może przestać się martwić, jak go widzą inni

Sawaki Kodo Roshi
Nie możesz wymienić z nikim nawet jednego pierdnięcia. Każdy z nas musi przeżywać swoje własne życie. Nie marnuj czasu na rozmyślanie, kto jest bardziej utalentowany.
* * *
Oczy nie mówią: „No tak, jesteśmy niżej, ale widzimy więcej”. Brwi nie odpowiadają: „My nic nie możemy zobaczyć, ale za to jesteśmy wyżej”. Żyć w zgodzie z Dharmą Buddhy oznacza wypełniać swoją funkcję całkowicie, bez świadomości robienia tego.
Góra nie wie, że jest wysoka. Morze nie wie, że jest głębokie i rozległe. Każda rzecz we wszechświecie działa bez bycia tego świadomym.
Ptak śpiewa i śmiech kwiatu pojawia się naturalnie.
Całkowicie niezależnie od osoby siedzącej w zazen u podnóża góry.
Ptak nie śpiewa na cześć osoby siedzącej w zazen. Kwiat nie kwitnie, aby zadziwić tę osobę swym pięknem. W ten sam sposób osoba nie siedzi w zazen w celu osiągnięcia oświecenia. Każda istota urzeczywistnia jaźń, poprzez jaźń, dla jaźni.
* * *
Religia oznacza przeżywanie swojego własnego życia w nowy i świeży sposób, nie będąc zwodzonym przez nikogo.
* * *
Hej! Na co się gapisz? Czy nie widzisz, że to o tobie?
* * *
Odbyt nie musi być zawstydzony, że jest odbytem. Stopa nie musi strajkować tylko dlatego, że jest stopą. Głowa nie jest najważniejsza, a pępek nie musi sobie wyobrażać, że jest centrum wszechświata.
To dziwne, że ludzie patrzą na premiera, jak na szczególnie ważną osobę. Nos nie może zastąpić oczu, a usta uszu. Każdy „w niebie i na ziemi jest tym jedynym godnym czci”.
* * *
Wszystkie żywe istoty, przeżywają swoją własną niezrównaną tożsamość. Każda osoba może przeżywać tylko swoje własne życie. Jak to możliwe, że wszyscy stracili to z oczu?
W naszym społeczeństwie brak jest dobrych przykładów. Ludzie kierujący się zdrowym rozsądkiem, tym co jest ogólnie przyjęte w społeczeństwie i przesądami, są jedynie złymi przykładami.
* * *
W czasie ery Tokugawa konfucjaniści mówili: „Buddha Siakjamuni był taki zarozumiały, kiedy powiedział: 'W niebie i na ziemi ja jestem tym jedynym godnym czci”.
Nie zrozumieli tych słów. Nie tylko Buddha Siakjamuni jest tym jedynym godnym czci w całym wszechświecie. Każdy z nas jest tym jedynym godnym czci w niebie i na ziemi. Użalamy się nad sobą, a jednocześnie jesteśmy tym jedynym godnym czci w całym wszechświecie. Praktykowanie Drogi Buddhy oznacza wyrażanie sobą tego, który jest tym jedynym godnym czci w niebie i na ziemi.
* * *
Przestań się mazgaić! Użalasz się nad tym, jaki jesteś nudny i że wszyscy inni są o wiele lepsi od Ciebie. Ledwie rzeczy mają się trochę lepiej, a tracisz zupełnie kontrolę nad sobą.
* * *
Prowadzenie religijnego życia oznacza uważną autorefleksję oraz samoocenę.
* * *
Niektórzy ludzie przybierają minę, jakby takie rzeczy ich nie dotyczyły.
* * *
Ludzie, którzy nie mają kontroli nad sobą, nie mają także wiary ani pokory.
* * *
W dzisiejszych czasach, jeśli dzieci sprawiają kłopoty, ludzie twierdzą, że to wina środowiska. Czym jest właściwe środowisko? Czym jest niewłaściwe? Czy jest czymś złym urodzić się bogatym? Czy lepiej urodzić się biednym? Prawdziwie złe warunki to takie, kiedy ktoś rodzi się człowiekiem i nie ma swojej własnej tożsamości.
* * *
Musisz unikać mówienia o swoich rodzicach, genealogii i przeszłości, jakby to miało robić z ciebie kogoś specjalnego. Nie obnoś się ze swoimi pieniędzmi, pozycją ani nawet ubraniem. Musisz żyć swoim własnym życiem, nagi i szczery. Religia oznacza przeżywanie swojego własnego życia, nago i szczerze.
* * *
Wszyscy w tym świecie próbują uczynić się ważnymi poprzez swoje relacje i stan posiadania. Przypomina to próbę nadania smaku potrawie za pomocą talerza, na którym leży.
W ten sposób ludzki świat stracił sam siebie z oczu.
* * *
W religii nie ma zbiorowej odpowiedzialności: wszystko zależy od Ciebie.
* * *
Zwykła osoba może stracić zainteresowanie tym, co robi, jeśli nikt na nią nie patrzy. Kiedy ktoś patrzy, skoczy nawet w ogień.
* * *
W świecie rozdawane są dyplomy, ale co za nimi stoi? Dyplomy prowadzą do fałszywej skromności, która mówi: „Nie chcę się przechwalać, ale…”.
* * *
Świat nie powinien robić takiego przedstawienia z wygrywania i przegrywania.
Jestem tym, czym jestem. Porównania nie są możliwe.
* * *
To zaczyna się już w szkole. Zdawanie egzaminów, wystawianie stopni, dzielenie i ocenianie ludzi na podstawie ich pracy. Co za głupota!
Co znaczy ważny i nieważny? Czy ważny, to posiadający dobrą pamięć? Czy ktoś mający złą pamięć jest złą osobą? Czyż nie ma wielu idiotów z dobrą pamięcią?
Czy ktoś, kto ma najgorsze wyniki w swojej klasie, musi przeżywać swoje życie jako ofiara? Tacy ludzie mówią, że ich życie zostało zmarnowane. A to dokładnie takie podejście niszczy im życie.
* * *
Nie bądź szczęśliwy z ocen, jakie dają Ci inni. Weź odpowiedzialność w swoje ręce. Jesteś szczęśliwy, kiedy inni Cię chwalą, a przygnębiony, kiedy krytykują. Podczas, gdy nawet nie rozumiesz siebie.
* * *
Nigdy nikogo nie chwaliłem. Wszyscy znają swoje mocne strony. Widzą je nawet jako „mocniejsze” niż są w rzeczywistości.
* * *
Kiedy dzieci złapią mysz, ona wije się w pułapce. Dzieci mają zabawę patrząc, jak rozkrwawia sobie nos i rani ogon. W końcu rzucają ją kotu na pożarcie.
Jeśli byłbym na miejscu myszy, powiedziałbym sobie: „Przeklęci ludzie nie będziecie mieli żadnej zabawy moim kosztem” i siedziałbym po prostu w zazen.
* * *
Stawanie się buddhą oznacza nierozglądanie się wokół bez celu. Kiedy przestaniesz rozglądać się, będziesz mógł w końcu spożywać swoje posiłki w spokoju.
* * *
Praktykowanie Drogi Buddhy oznacza nierozglądanie się na boki. Znaczy to bycie jednym z obecnym działaniem. Nazywa się to samadhi.
Nie jemy w celu robienia kupy. Nie robimy kupy w celu produkcji nawozu. Natomiast w dzisiejszych czasach wszyscy wierzą, że idziemy do szkoły, aby dostać się na uniwersytet, a na uniwersytet, aby zdobyć zawód.
* * *
Wzniecanie umysłu przebudzenia to zaprzestanie rozglądania się na boki.
„Czy powinienem żyć jak mnich? Czy porzucić życie mnicha?”. Gdy przestaniesz rozglądać się w taki sposób i podejmiesz zdecydowaną decyzję „praktyki jedynie w oparciu o Shōbōgenzō, w każdym miejscu i o każdej porze” [Hotsuganmon, Daichi Zenji], to tym właśnie jest wzniecanie umysłu przebudzenia.
* * *
Zadedykowanie tego ciała Drodze Buddhy i nierozglądanie się oznacza „wzniosłe, wspaniałe i drogocenne całkowicie ujawniające się życie”. Buddha to ktoś, kto nie rozgląda się na boki.
* * *
Nie ma żadnego powodu do rozglądania się na boki. Jednak wydaje się, że od wieków gapimy się na prawo i lewo.
* * *
Dorośli rozwinęli dziwne skłonności. Mogą zrobić wielką sprawę nawet z pojedynczego słowa. Z drugiej strony spróbuj kiedyś zawstydzić niemowlę. Nie będziesz w stanie tego zrobić.
Tylko dorośli są na tyle samoświadomi, że ulegają pewnego rodzaju zauroczeniu, wpadając w zakłopotanie lub gniew. Byłoby lepiej, abyśmy kroczyli tylko prosto.
* * *
„Żelazny byk nie lęka się lwiego ryku.” Oczywiście, ponieważ brak mu słabości innych czujących istot.
„Drewniany człowiek jest jak ptak lub kwiat.” Dokładnie, ponieważ brakuje mu słabości samoświadomości.
* * *
Ludzie działają pod wpływem impulsu. Jeśli zobaczą ducha od razu uciekają. Jeśli mają halucynacje zastygają w miejscu.
* * *
Wszyscy mówią o rzeczywistości, ale to nie ma z nią nic wspólnego. Są zwodzeni przez to, co nazywają rzeczywistością.
* * *
Niektórzy ludzie przez całe życie nigdy nie znajdują swojej drogi życiowej.
* * *
Zaprzestań poruszania się po omacku. Idź tam, gdzie możesz kroczyć swobodnie.
„Nie chodź w ciemności. Krocz w świetle.” [Keitoku dentō roku, rozdział 15]. Ta fraza wyraża istotę religii.
* * *
Gdziekolwiek popatrzysz, nie ma niczego poza tobą. Nie ma niczego nigdzie, co nie jest tobą.
„Pomóż mi się uporać z moim lenistwem! Zabierz mój ból!” To tak nie działa.
* * *
Samadhi znaczy bycie sobą i tylko sobą. To jest "umysł, który jest czysty i jasny". Tylko w zazen możesz być sobą i tylko sobą. Poza zazen cały czas próbujesz być lepszy niż inni, albo mieć więcej przyjemności niż inni.
* * *
Każdy z nas rodzi się razem ze światem i umiera razem ze światem, ponieważ każdy nosi w sobie swój własny, całkowicie osobisty świat.
-"Do Ciebie. Powiedzenia Zen" -Roshi Kodo Sawaki

środa, 16 maja 2012

Życiodajne wskazania Buddy

Po kilkudniowej przerwie i powrocie z YMJJ (odosobnienia medytacyjnego) które zakończyliśmy ceremonią wskazań krótki fragment z książki "Bez początku bez końca" Jakusho Kwong, Peter Levitt:

Postronnemu widzowi może się wydawać, że wskazania stanowią jedynie zestaw reguł, których mamy przestrzegać. "Nie kłam. Nie kradnij. Nie rób tego. A zwłaszcza śmego!". Ale duch wskazań jest zupełnie inny. Nie są one po prostu listą zachowań, którą ktoś ci czyta i spodziewa się, że będziesz się do niej stosował. Jeśli uważnie przyjrzysz się pierwszemu wskazaniu, zrozumiesz, o co mi chodzi.
Pierwsze wskazanie jest najważniejsze, bo zawierają się w nim wszystkie inne. Oczywiście z czasem przekonasz się, że w każdym wskazaniu zawiera się cała reszta, podobnie jak każdy kolor odzwierciedla wszystkie pozostałe kolory, ale pierwsze wskazanie formułuje rzecz bardzo wyraźnie. Stwierdza po prostu: "Nie zabijaj". No dobrze, ale czego mamy nie zabijać? Nie zawężajmy sensu tego wskazania do kwestii zabijania ludzi czy zwierząt. Właściwie znaczy ono: "Nie zabijaj swojej natury buddy. Nie zabijaj swojej życiowej siły". Gdy raz dostrzeżesz jego głębię, oczywiście zmieni się twój stosunek do otoczenia: ludzi, zwierząt, myśli i uczuć. - słowem, do wszystkiego. Będziesz odtąd wiedział, że nie ma niczego, co można by ukraść, ani żadnych kłamstw, które dałoby się powiedzieć. Lecz ta wiedza także nie pochodzi z zewnątrz, ale wyłania się z tej nieodłącznej części ciebie, która pragnie żyć w sposób pełny, głęboki i znaczący.
Wskazania są jak iskra, a twoje życie przypomina niezapaloną świecę czy też lampę. Gdy się ją zapali, będzie widno. Większość z nas ma dużo rozmaitych zdolności i potrafi na wiele sposobów szukać w życiu satysfakcji. Umiemy prowadzić auto. Umiemy zjechać w dolinę i zrobić w sklepie zakupy. Coraz więcej osób umie posługiwać się komputerem. Troszczymy się o swoje dzieci. Ale co jest potrzebne, żebyśmy mogli doznać prawdziwego, głębokiego zadowolenia? W Shobogenzo Dogen podsuwa nam odpowiedź, mówiąc, że wszyscy patriarchowie przestrzegali wskazań. Przestrzegali ich i dawali im świadectwo na każdym kroku: każdą myślą, uczynkiem, postawą. Tak samo rzecz ma się z nami. Kiedy dochowujemy wiary wskazaniom i ich duchowi w tym, jak chodzimy, siedzimy, jemy, mówimy, jak odnosimy się do siebie nawzajem i do otoczenia, nieustanna obecność wskazań wnosi światło w nasze życie. Postępując w ten sposób, utrzymujemy przy życiu nie tylko wskazania, lecz i samych siebie oraz wszystkich, którzy są nam bliscy- a nawet i innych, z pozoru dalekich.
A oto przykład funkcjonowania wskazań w życiu codziennym. Jedni chętnie jadają mięso, inni w ogóle go nie tykają. Lecz naprawdę zarówno jedzenie, jak i niejedzenie mięsa jest pogwałceniem wskazań. Czy to nie piękne? Ten punkt widzenia reprezentuje prawdziwą drogę środka, ponieważ wykracza poza dwoiste kryterium dobra i zła, pociągu i odrazy itp. - a przecież właśnie z ich powodu cierpimy. Zamiast nalegać, żebyśmy szli swoją drogą, wskazania przemieniają nas i dają nam autentyczną wolność. Nie stanowią więc bynajmniej zestawu reguł, ograniczających nasze życie i porażających je martwotą: prawdziwe wskazania są życiodajne. W każdym z nich znajduje wyraz nasza prawdziwa natura i na tym właśnie polega istotny ich sens.
-"Bez początku bez końca. Intymne serce Zen" Jakusho Kwong oprac. Peter Levitt

czwartek, 10 maja 2012

Wewnętrzne przebudzenie

Gdy zaczynamy badać siebie, napotykamy jedno słowo, którego używamy częściej niż
wszystkich innych, a tym słowem jest "ja". Mówimy: "ja robię", "ja czuję", "ja lubię" itd. Jest
to nasza główna iluzja, ponieważ naszym podstawowym błędem jest uważanie siebie za
jedność; zawsze mówimy o sobie "ja" i uważamy, że zawsze to oznacza to samo, lecz w
rzeczywistości jesteśmy podzieleni na setki różnych "ja".
Brak jedności w nas powoduje, że jesteśmy psychicznie nieświadomi, a w swoim
postępowaniu mechaniczni i przewidywalni. Jesteśmy niewiele lepsi od maszyny
kontrolowanej przez siły zewnętrzne. Nie trzeba być wróżką, by przewidzieć, że się
zdenerwujesz, gdy cię ktoś obrazi, poczujesz smutek i gniew, gdy coś zgubisz, poczujesz się
kompletnie rozbity, gdy umrze ci ktoś bliski. "Ależ to naturalne reakcje" – możemy
wykrzyknąć. Nieprawda. Są to reakcje uwarunkowane lub, innymi słowy, wyuczone.
Zaprogramowano nas mniej więcej tak samo. Dlatego sądzimy, że nasze zachowanie Jest
naturalne. Przecież każdy tak robi.
I w tym jest cała trudność! Kiedy chcemy być tacy, jak wszyscy inni, pozostajemy uśpieni,
jak wszyscy inni.
Przebudzenie nie wymaga wysiłku, lecz odwagi i determinacji. Nie siły woli, lecz
zdecydowania i uczciwości wobec siebie. Ośmielam się nawet twierdzić, że nie mamy siły
woli. Czyją wolę mamy na myśli, gdy mówimy "siła woli"? Które z naszych wielu "ja" ma
wolę wykonania tego czy owego? Siła woli nie Jest niczym innym, jak tylko siłą naszych
licznych ego – dlatego jest tak zmienna. Dziś postanawiamy zostać wegetarianami, a jutro
stwierdzimy, że nasze ciało potrzebuje mięsa – to też jest siła woli, ale należy do innego "ja".
Uważamy, że prawdziwa wola istnieje tylko w osobie, która ma jedno "ja" przewodzące
innym – Prawdziwe Ja. Dopóki mamy wiele różnych "ja", które nie są połączone ze sobą,
dopóty będziemy mieli równie wicie różnych woli, motywacji i problemów. "Człowiek może
służyć tylko jednemu panu", a nie wielości podosobowości, które wszyscy mamy. Wszystkie
wielkie nauki wskazują, że ludzkość może osiągnąć stan, w którym każdy będzie jednym "ja"
i dzięki temu będzie miał prawdziwie wolną wolę.
Nie Jest to kwestią wiary czy przekonań, ponieważ procesy te są niezależne od naszych
przekonań. Są wewnętrznymi przeżyciami. Dlatego ważne jest, aby wszystko samemu
weryfikować. Tylko w ten sposób możemy to uczynić elementem wewnętrznego rozwoju.

-fragment z ksiazki "wewnętrzne przebudzenie" -Sisson P. Colin

Niezwykłe uwagi o Mistrzu Zen Ryokanie

Pomimo, że Ryokan cieszył się reputacją jako poeta i kaligraf, to przede wszystkim charakter jego codziennego życia, jego zasadnicza naturalność i prostota, zaskarbiły sobie sympatię mężczyzn, kobiet i dzieci jego rodzinnego Echigo i ciągle jeszcze przyciągają Japończyków w różnym wieku i różnie usytuowanych. Głównym źródłem z pierwszej ręki o życiu codziennym Ryokana jest Ryokan zenji kiwa (Niezwykłe uwagi o Mistrzu Zen Ryokanie), krótki dokument stworzony około 1845 lub 1846 przez Kera Yoshishige (1810-1859), syna Kera Shukumon (1765-1819) -- przyjaciela i wspierającego Ryokana. Ryokan był częstym gościem w domu Kera i od dzieciństwa Yoshishige był w bliskim osobistym kontakcie z Mistrzem, który uczył go też Japońskiej poezji. Chociaż miał tylko dwadzieścia jeden lat kiedy Ryokan umarł w 1831, Yoshishige pozostał do niego przywiązany w swojej pamięci. W Kiwa zapisał różne uwagi o życiu Ryokana, na podstawie swoich doświadczeń z Ryokanem oraz historii i szczegółów, które usłyszał od innych przyjaciół i osób związanych z Ryokanem i anegdotach, które Ryokan sam mu opowiedział. Jak to przyznaje Yoshishige, zbiór jest przypadkowy, ale to dodaje Kiwa prostackiej autentyczności i większość Japońskich badaczy uznaje Kiwa jako najbardziej wiarygodne świadectwo prawdziwej drogi życia Ryokana. Oryginalny manuskrypt jest ciągle w posiadaniu rodziny Kera i nie był opublikowany do roku 1959. Numerowanie sekcji wykonano na podstawie Togo Toyoharu Ryokan zenshu, t. 2. str 522-523. W oryginale nie ma numeracji.

1. Kiedy Mistrz szedł w odwiedziny, niezmiennie zapominał zabrać różnego rodzaju swoich osobistych rzeczy. Ktoś zasugerował: ,,Zrób listę wszystkiego co masz z sobą i, przed wyjściem, po prostu ją przeczytaj.'' Mistrz powiedział: ,,Świetny pomysł!'' Potem napisał listę swoich własności i zanim wychodził zawsze ją czytał. Taka lista jest wciąż zachowana.
Podobna lista o której mówi się, że Ryokan ją samą zapomniał, jest przechowywana w domu jego przyjaciół i patronów Suzukich i zawiera następujące pozycje: podgłówek, ręcznik, chusteczka do nosa, wachlarz, monety, piłka, kamienie do gry, słomiany kapelusz, getry, rękawiczki, naramienniki, laska, krótka szata, różne ubrania, lakier chiński, miska żebracza, torba. Lista kończy się notatką: ,,Muszę przeczytać to przed wyjściem. Jeśli nie, to będę miał kłopoty!''.

2. Mistrz powiedział: ,,Jeśli odwiedzam czyjś dom i pytają mnie skąd jestem, po prostu im mówię: `To nie twój interes!' ''.

3. Kiedy Mistrz mieszkał w swojej chacie w Kugami, trzymał przy palenisku mały kocioł wypełniony sosem sojowym. Zawsze kiedy po posiłku zostawały mu resztki pokarmu, wrzucał je do tego kotła. Mógł jeść tę mieszankę nawet w czasie lata i zdarzało się, że częstował nią gości. Nikt jednak nie przełamał się do skosztowania. Mistrz nie przejmował się i był niepomny na smród. ,,Żyją w tym larwy'' mawiał, ,,ale kiedy nabieram trochę do miski, odpełzają na bok. Nie czynisz więc nic złego.''

4. Bywało, że Mistrz grywał w go na pieniądze, a ludzie dawali mu wygrać. Kiedy jednak zgromadził już pewną ich ilość, nie wiedział co z nimi zrobić. Kiedyś powiedział: ,,Ludzie martwią się kiedy mają za mało pieniędzy, a ja martwię się, kiedy mam ich za dużo!''

W rodzinnym mieście Ryokana Izumazaki przetrwała legenda o pojedynku w go pomiędzy Ryokanem a Sekigawą Mansuke. Mansuke był bliskim przyjacielem Ryokana, a ludzie, którzy szukali kaligrafii Ryokana często korzystali z Mansuke jako pośrednika.
Pewnego pogodnego jesiennego dnia, kiedy Mansuke zrywał persymonie w ogrodzie za swoim domem, obrócił się i zobaczył stojącego tam Ryokana, który patrzył marzycielsko w górę. Kiedy Mansuke zszedł z drzewa, Ryokan powiedział: ,,Zagrajmy dziś w go.''
Go było ulubioną rozrywką Mansuke i natychmiast przyniósł swoją planszę do gry w go. Ale najpierw miał pewien pomysł: ,,Gra tylko w samo go nie jest zabawna. Może założymy się o coś?'' - zaproponował. ,,Jeśli wygrasz (robi się zimno)'' - powiedział Ryokan, ,,możesz dać mi ocieplaną szatę.''
,,A co jeśli ja wygram?'' - zapytał Mansuke.
,,Nie mam czego Ci dać.'' przyznał Ryokan.
,,Może zrobiłbyś parę kaligrafii?'' zasugerował Mansuke, patrząc w kierunku wysokiego stosu papieru, który umieścił na swoim biurku.
,,W porządku,'' Zgodził się Ryokan, nie mając wyboru.
Zaczęli grać, ale Mansuke był lepszy od Ryokana w go i szybko go pobił. Zaczął wtedy nalegać, aby Ryokan zrobił kilka kaligrafii. Wówczas Ryokan niechętnie wziął wachlarz z biurka i napisał na nim:


Zrywając persymonie
Moje jaja czują chłód
Jesiennego wiatru
Mansuke przeczytał wiersz i uśmiechnął się gorzko. Wygrał następną rundę, a Ryokan napisał ten sam wiersz raz jeszcze. Kiedy powtórzył to trzeci raz, Mansuke nie mógł znieść już tego dłużej.
,,Trzy razy ten sam wiersz o jajach, to za dużo!'' zaprotestował.
,,No cóż,'' odparł Ryokan, ,,wygrałeś w tą samą grę go trzy razy, no nie? Więc też napisałem ten sam wiersz trzy razy.''


5. Na swoich prywatnych rzeczach, na przykład na bambusowym kapeluszu, Mistrz pisał: ,,To moje, naprawdę, to jest moje!'' W naszym domu zachowała się kopia Muyushu5, którą Mistrz nosił przy sobie i ona również jest podpisana: ,,Naprawdę moja.''

więcej uwag i cały dokument z którego pochodzą te fragmenty znajdziesz na:
http://mahajana.net/teksty/ryokan.html 
 

sobota, 5 maja 2012

Jak nie być Buddystą

JAK NIE BYĆ BUDDYSTĄ

Cztery pieczęcie są jak herbata, a wszystkie środki, dzięki którym wprowadzamy je w życie – praktyki, rytuały, obyczaje i różne „gorsety” kulturowe – to czarka. Umiejętności i metody są widoczne i namacalne, prawda – nie. Wyzwanie polega na tym, by nie skupiać się na czarce. Ludzie wolą siedzieć w cichym miejscu na poduszce medytacyjnej, niż kontemplować, co może nadejść pierwsze: następny dzień czy następne życie. Zewnętrzne praktyki są widoczne, toteż umysł szybko etykietuje je jako „buddyzm”. Zaś pogląd, że „wszystkie rzeczy złożone są nietrwałe” nie jest namacalny, więc trudno nałożyć na niego etykietkę. Jak na ironię, dowody nietrwałości otaczają nas ze wszystkich stron, a jednak wciąż pozostaje to dla nas mało oczywiste.

Istota buddyzmu przekracza granice kulturowe. Buddyzm jest praktykowany w wielu różnych kulturach, a ich tradycje to czarka dla nauk. Jeżeli elementy tych kulturowych gorsetów przynoszą pożytek, nie powodują szkody i nie stoją w sprzeczności z czterema prawdami, Siddhartha z pewnością by je pochwalił. Na przestrzeni wieków wytworzono czarki różnego typu, ale bez względu na to, jak szczytny przyświeca im cel i jak bardzo są funkcjonalne, stają się przeszkodą, jeżeli zapominamy o herbacie w środku. Choć służą tylko za naczynie do przechowywania prawdy, mamy skłonność skupiać się raczej na sposobach niż na celu. Dlatego ludzie chodzą z pustymi filiżankami albo zapominają o wypiciu herbaty. Czasem jesteśmy zafascynowani albo urzeczeni ceremoniałem i barwnością kulturowych praktyk buddyjskich. Kadzidła i świece wydają się nam pociągające i egzotyczne, ale nietrwałość i wyzbycie się ego już nie. Siddhartha powiedział, że najlepszym sposobem oddawania czci jest po prostu przypominanie sobie o zasadzie nietrwałości, cierpieniu wynikającym z emocji, o tym, że zjawiska nie istnieją samoistnie, a nirwana jest pozakoncepcyjna.
-"Jak nie być buddystą", Dzongsara Kjence Rinpocze.



- Jak szukać jedności z Bogiem?
- Im bardziej jej szukasz, tym większy stwarzasz dystans między Nim, a sobą.
- Cóż więc zrobić z tym dystansem?
- Przyjąć, że nie ma go.
- Czy to znaczy, że Bóg i ja - jesteśmy jedną rzeczą?
- Ani jedną, ani dwoma.
- Jak to możliwe?
- Słońce i jego światło, ocean i fale, pieśniarz i jego pieśń - ani jedna rzecz, ani dwie.
-Anthony De Mello

piątek, 4 maja 2012

Haiku i Trzy rodzaje muzyki

Trąbka, puzon, saksofon
blask słońca
i starsza pani pytająca o drogę
-M.K.

Czy znasz słowa tej pieśni?
Letni wiatr, kapiąca woda z kranu
-M.K.

Powiew wiatru
szelest trawy
jeż nieopodal starej sosny
-M.K.

Muzyka świateł
ja sam wśród samotnych ulic
-M.K.

wolno spaceruje wiatr
pomiędzy ulicami miasta
w tak deszczowe popołudnie
-M.K.

popiół spadł na podstawkę
dźwięk zapachu wanilii
-M.K.

Wciąż myślę, planując swoja przyszłość
Ała!
Ugryzłem się w język
-M.K.

Ciepło, ciepło, ciepło, deszcz
-M.K.

Złość na kierowcę
który mnie ochlapał, chwila
Niebo znów rzuciło deszczem
-M.K.

Sześćdziesiąt sześć razy oczy te patrzyły
na piękno jesieni...
Nie proś o więcej.
Słuchaj tylko dźwięku sosen,
kiedy nie ma najmniejszego powiewu wiatru.
-Haiku, wiersz śmierci- Ryonen

TRZY RODZAJE MUZYKI:


Omori Kazan, Mnich Komuso sekty Fuke: Mój mizerny kunszt pozwala mi jedynie grać muzykę śmiertelników.
Usagi Yojimbo (Ronin): A są inne rodzaje muzyki?
O.K.: Jest jeszcze muzyka natury.
U.Y.: Jak wiatr?
O.K.: Wiatr to oddech natury. Grają drzewa, doliny i góry. Morskie fale uderzają o skały jak bębny, a ziemia grzmi nam pod nogami. Niektóre dźwięki są chropowe i brutalne, a inne delikatne i lekkie. Niektóre grzmią nam w uszach, gdy inne szepcą z oddali. Jednak wszystkie składają się na jedną muzykę natury. Żeby naprawdę ją usłyszeć, trzeba ją najpierw docenić. Dlatego ludzie coraz rzadziej słyszą tę muzykę.
U.Y.: A szkoda.
O.K.: Tak. Wycinają drzewa i nie sadzą nowych. Tępią zwierzęta. Wyrzucają odpadki do morza, rabują ziemię z minerałów. Ludzie stają się przez to głusi. Słyszałem niegdyś, jak mistrz Watazumido wydobył z fletu odgłosy burzy. Wtedy, jedyny raz w życiu, przekonałem się, że można odtworzyć muzykę natury. To Shakuhachi (buddyjski flet). Pierwszy z nich dotarł do nas jedenaście stuleci temu z kraju smoków. Dla nas, mnichów, instrument, na którym "gramy" zen, jest święty. Mojego Shakuhachi sporządzono z bambusa z wyspy Shikoku. Tylko tam rośnie bambus wystarczająco sztywny, żeby się nie rozszczepiał. Ten instrument zrobił sam mistrz Kinko.
(...)
U.Y.: Co za smutna i tęskna melodia... ale oddaje ducha naszego kraju.
O.K.: Tak, to muzyka ludzi. Jest jeszcze trzeci rodzaj muzyki: Muzyka niebios. Ale jak opisać coś, czego śmiertelni nie mogą usłyszeć?
U.Y.: To jak klasnać jedną dłonią?
O.K.: Ach! Cytujesz mistrza zen, Hakuina.
U.Y.: Więc nigdy nie słyszałeś muzyki niebios?
O.K.: Jak dotąd nie... choć nasłuchiwałem, aż moje uszy zaczęły krwawić. Ech!
-Fragment rozmowy z "Usagi Yojimbo tom9 Daisho"- Stan Sakai

Śmierć

Śmierć


Narodziny nie są początkiem;
śmierć nie jest końcem.
-Zhuangzi

Śmierć jest protestem ducha
przeciw niechęci z jaką
to, co obdarzone jest formą
przyjmuje wszelkie zmiany.
Protestem przeciwko stagnacji.
-Govinda

Inaczej niż życie, śmierć nie może
zostać człowiekowi odebrana
i dlatego możemy uważać ją za dar Boga.
-Seneka

Mistrz Dogo (Daowu):

Gdy mistrz Dogo udawał się pewnego razu do pogrążonej w żałobie rodziny w celu niesienia pociechy, zabrał ze sobą ucznia. Kiedy przybyli na miejsce, uczeń imieniem Zengen zapukał w wieko trumny i spytał Dogo: "Czy on jest żywy, czy martwy?"
Mistrz odparł: "Nie powiem, że jest żywy, nie powiem, że jest martwy".
Wówczas Zengen wykrzyknął: "Dlaczego nie odpowiesz mi tak albo nie?"
Dogo odrzekł: "Nie powiem. Nie powiem."
W drodze powrotnej do świątyni Zengen rzekł: "Mistrzu, ostrzegam cię, jeśli mi nie powiesz, uderzę cię!"
Dogo odparł: "Róg jak uważasz, ale ze mnie nie wydobędziesz ani słowa." Wtedy Zengen uderzył go.
W długi czas potem, gdy Dogo już nie żył, Zengen odwiedził Sekiso, innego ucznia Dogo i opowiedział mu o wydarzeniu. Potem zaś zapytał: "Czy był on żywy, czy martwy?"
Sekiso odpowiedział: "Nie powiem, że był żywy, nie powiem, że był martwy".
Zengen spytał: "Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?"
Sekiso odrzekł: "Nie powiem! Nie powiem!"
Nagle Zengen doświadczył głębokiego wglądu.

Teitoku Matsunaga:
 Wspaniałość brzasku przekwita w godzinę,
a jednak nie różni się w istocie
od olbrzymiej sosny,
co żyje przez tysiąc. lat

Mistrz Ikkju:
Zrodzony jak sen
W tym świecie-śnie
Jakże jestem beztroski,
Ja, który zniknę
Jak poranna rosa.
Ktoś modli się o jutrzejsze życie,
Choć tak bardzo jest ono ulotne.
Oto jest nawyk umysłu,
Co przeminął już wczoraj.
Natura Buddy-cóż to oznacza?
Nie-narodzenie i nie-wygaśnięcie.
Wiedz zatem, złudzeniem są
Narodziny, śmierć, odrodzenie.

-Fragmenty książki "Koło życia i śmierci"-wyb. Kaplau
 

środa, 2 maja 2012

Zmywanie dla zmywania - Thich Nhat Hanh

Zmywanie dla zmywania

Trzydzieści lat temu, kiedy byłem jeszcze nowicjuszem w klasztorze Tu Hieu, zmywanie naczyń nie należało do przyjemnych zajęć. W czasie gdy wszyscy mnisi wracali do klasztoru, bo zbliżał się okres intensywnej medytacji, dwóch z nich musiało gotować i zmywać po - bywało - ponad stu innych. Nie było mydła. Używaliśmy popiołu oraz ryżowych i kokosowych łusek. Zmywanie takiej ilości misek było trudną pracą, zwłaszcza zimą, gdy woda była lodowata. Dzisiaj w kuchni mamy płyny do mycia, specjalne gąbki do szorowania i bieżącą wodę. Łatwiej znaleźć przyjemność w zmywaniu. Można zrobić to szybciej, by potem usiąść i rozkoszować się herbatą. Potrafię docenić pralkę, chociaż piorę ręcznie swoje rzeczy, ale automatyczna zmywarka - to już trochę za wiele!
Podczas zmywania naczyń powinniśmy być tylko zmywaniem naczyń, co oznacza, że zmywając powinniśmy być w pełni świadomi faktu, że zmywamy naczynia. Na pierwszy rzut oka może to wydawać się trochę głupie: dlaczego przywiązywać tyle znaczenia do tak prostej czynności? Ale o to właśnie chodzi. Fakt, że jestem tu i zmywam naczynia, jest cudowną rzeczywistością. Jestem całkowicie sobą, podążając za oddechem, świadomy swej obecności i świadomy swoich myśli i czynności. Niemożliwe jest wtedy, bym miotał się nieprzytomnie tam i z powrotem jak butelka unoszona przez fale oceanu.

Filiżanka w twoich rękach

W Stanach Zjednoczonych mam bliskiego przyjaciela, Jima Foresta. Gdy osiem lat temu spotkałem go po raz pierwszy, pracował w Katolickim Stowarzyszeniu na Rzecz Pokoju. Odwiedził mnie ostatniej zimy. Zazwyczaj po kolacji najpierw zmywam naczynia, a dopiero potem siadam, by napić się ze wszystkimi herbaty. Pewnego wieczoru Jim chciał mnie wyręczyć, więc powiedziałem: „Dobrze, ale jeśli chcesz zmywać naczynia, musisz wiedzieć, jak to się robi". Jim zareagował obruszony: „Nie żartuj! Myślisz, że nie wiem,
jak się zmywa naczynia?" Odparłem: „Są dwa sposoby zmywania. Pierwszy - to zmywanie naczyń, po to by je umyć i drugi - by je zmywać". Jim był zachwycony i odrzekł: „Wybieram ten drugi sposób: zmywanie dla
zmywania". Od tamtej pory Jim już wie, jak zmywać naczynia. Uczyniłem go odpowiedzialnym za tę pracę w ciągu całego tygodnia. Kiedy zmywamy i myślimy o herbacie, która na nas czeka - to śpieszymy się, żeby sprzątnąć naczynia, tak jak gdyby nam przeszkadzały. Wtedy nie można powiedzieć, że „zmywamy dla zmywania". Co więcej, nie żyjemy w chwili, w której to wykonujemy. Właściwie jesteśmy zupełnie niezdolni do tego by stojąc przy zlewie urzeczywistniać cud życia. Jeśli nie umiemy zmywać naczyń, to wszystko wskazuje, że również nie będziemy umieli pić herbaty. Podczas picia będziemy myśleli o innych rzeczach, ledwie zdając sobie sprawę, że trzymamy w rękach filiżankę. W ten sposób będziemy wsysani w przyszłość, niezdolni do prawdziwego przeżycia nawet jednej minuty.

fragment książki "Cud uważności" - Thich Nhat Hanh

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Kontrola

KONTROLA

„Danie swej owcy czy krowie dużej, przestrzennej łąki jest sposobem kontrolowania jej”


Życie w obrębie Natury Buddy oznacza umieranie chwila za chwilą, jako mała istota. Kiedy tracimy równowagę to umieramy, lecz równocześnie rozwijamy się i wzrastamy. Wszystko, co widzimy, zmienia się tracąc swą równowagę. Wszystko wygląda pięknie, a przyczyną tego jest fakt, że nie ma w tym równowagi, a tło jest zawsze w doskonałej harmonii. Oto jak wszystko istnieje w rzeczywistości Natury Buddy, tracąc równowagę na tle doskonałej równowagi. Tak więc, jeśli widzicie rzeczy bez uprzytomnienia sobie tła Natury Buddy, wszystko wydaje się być formą cierpienia. Lecz jeśli rozumiecie tło istnienia, zdajecie sobie sprawę, że cierpienie samo w sobie jest tym, jak żyjemy i jak rozszerzamy twoje życie. Tak więc w zen czasami podkreślamy niezrównoważenie czy nieład życia.
W dzisiejszych czasach tradycyjne malarstwo japońskie stało się całkiem sformalizowane i pozbawione życia. Z tego powodu rozwinęła się sztuka nowoczesna. Dawni malarze praktykowali umieszczanie na papierze kropek w artystycznym nieładzie. Jest to dość trudne. Nawet jeśli próbujesz to robić, zazwyczaj to, co robisz, jest ułożone według jakiegoś porządku. Myślisz, że potrafisz to kontrolować, lecz nie potrafisz; prawie niemożliwe jest ułożenie kropek w nieporządku. To samo dotyczy zajmowania się własnym codziennym życiem. Nawet jeżeli próbujesz w jakiś sposób kontrolować ludzi, jest to niemożliwe. Najlepszych sposobem kontrolowania łudzi jest ośmielić ich, aby psocili. Wówczas będą oni pod kontrolą w jej szerszym znaczeniu. Danie swej owcy czy krowie dużej, przestrzennej łąki jest sposobem kontrolowania jej. To samo z ludźmi: wpierw pozwól im robić, co zechcą i obserwuj ich. Oto najlepszy sposób. Ignorowanie ich nie jest dobre; to najgorszy sposób. Niewiele lepsze jest kontrolowanie ich. Najlepiej jest ich obserwować, i tylko obserwować bez prób kontrolowania. Ten sposób jest również skuteczny dla was samych. Jeśli chcecie osiągnąć doskonały spokój w waszym zazen, nie powinniście niepokoić się różnymi wyobrażeniami, które znajdujecie w swoim umyśle. Pozwólcie im przychodzić i odchodzić. Wówczas będą one pod kontrolą. Lecz ten sposób nie jest taki łatwy. Brzmi to prosto,
lecz wymaga pewnego specjalnego wysiłku. Jak dokonać tego rodzaju wysiłku - to sekret praktyki. Załóżmy, że siedzisz w jakichś niezwykłych okolicznościach. Jeśli będziesz próbował uspokoić swój umysł, nie będziesz w stanie siedzieć, a jeśli będziesz próbował być spokojny, twój wysiłek nie będzie właściwym wysiłkiem. Jedynym wysiłkiem, który może ci pomóc jest liczenie oddechów lub koncentrowanie się na wdechu i wydechu.
Mówimy - koncentracja, lecz koncentrowanie naszego umysłu na czymś nie jest prawdziwym celem zen.
Prawdziwym celem jest widzieć rzeczy takimi, jakie one są, obserwować rzeczy takimi, jakie są i pozwolić
wszystkiemu przemijać tak, jak przemija. Oznacza to wzięcie wszystkiego pod kontrolę w najszerszym
rozumieniu tego słowa. Praktyka zen to otwieranie małego umysłu. Tak więc koncentracja jest tylko środkiem, by pomóc ci urzeczywistnić „wielki umysł" lub umysł, który jest wszystkim. Jeśli chcecie odkryć prawdziwe znaczenie zen w codziennym życiu, musicie zrozumieć znaczenie skupiania umysłu na oddechu i ciele we właściwej postawie w zazen. Powinniście przestrzegać reguł praktyki, a wasze zgłębianie powinno stać się bardziej subtelne i staranne. Tylko w ten sposób możecie doświadczyć żywotnej wolności zen.
Zenji Dogen powiedział: „Czas podąża z teraźniejszości ku przeszłości". Jest to absurd, lecz w naszej
praktyce niekiedy jest to prawdą. Czas, zamiast postępować z przeszłości do teraźniejszości, podąża wstecz z teraźniejszości do przeszłości. Yoshitsune był słynnym wojownikiem, który żył w średniowiecznej Japonii. Z powodu sytuacji w kraju został wysłany do północnych prowincji, gdzie go zabito. Zanim wyjechał, pożegnał swoją żonę, która później napisała w poemacie: „Tak jak odwijasz nić ze szpulki, chcę by przeszłość stała się teraźniejszością". Kiedy powiedziała to, uczyniła rzeczywiście czas przeszły teraźniejszością. W jej umyśle przeszłość stała się żywa i była teraźniejszością. Dogen powiedział: „Czas podąża z teraźniejszości ku przeszłości". Dla naszego logicznego umysłu nie brzmi to prawdziwie, lecz dzieje się to w rzeczywisty doświadczeniu czynienia czasu przeszłego teraźniejszym. Tu mamy poezję i tu mamy ludzkie życie. Kiedy doświadczamy prawdy tego rodzaju, oznacza to, że odnaleźliśmy prawdziwe znaczenie czasu. Czas nieprzerwanie podąża z przeszłości do teraźniejszości i z teraźniejszości do przyszłości. Jest to prawdą, lecz prawdą jest takie, że czas podąża z przyszłości do teraźniejszości i z teraźniejszości do przeszłości. Pewien mistrz zen powiedział: „Pójść jedną milę na wschód, znaczy to samo, co pójść jedną milę na zachód". Oto prawdziwa wolność. Powinniśmy zdobyć ten rodzaj doskonałej wolności.
Jednakże nie sposób odnaleźć doskonałej wolności bez pewnych reguł. Ludzie, szczególnie młodzi ludzie,
myślą, że wolność jest tylko robieniem tego, co zechcą, że w zen nie ma potrzeby stosowania żadnych reguł.
Lecz dla nas posiadanie pewnych reguł jest absolutnie konieczne. Nie oznacza to, że zawsze podlega się
kontroli. Dopóki macie reguły, macie szansę na wolność. Próby osiągania wolności bez zdawania sobie sprawy z reguł nie mają znaczenia. Aby osiągnąć tę doskonałą wolność praktykujemy zazen.
-Shunryu Suzuiki "Umysł zen, umysł początkującego" fragment.

sobota, 28 kwietnia 2012

Czym jest Zen? - Tylko nie wiem - Seung Sahn


WŁAŚCIWA  MEDYTACJA



Berkeley, California
9 lipca, 1977

Najdroższy Soen Sa Nimie,
Diana właśnie zadzwoniła, aby mi powiedzieć o Twoich problemach z sercem i cukrzycą*. Przykro mi, że źle się czujesz. Pamiętam, jaki to był dla nas szok, gdy po raz pierwszy odkryliśmy, że nasz syn jest diabetykiem i że będzie musiał brać insulinę. Miał wtedy tylko 17 lat i jego trzustka nie pracowała regularnie, więc wielkość dawki insuliny należało uzależnić od jego aktywności, jak również i od ilości jedzenia. Lecz wkrótce nauczył się przewidywać swoje potrzeby, a także stosować sok pomarańczowy, gdy przedawkuje. Jestem pewna, że już nauczyłeś się nowego dawkowania. Przykro mi, że opuściłam ostatnie kido w świątyni Big Sur. Szybko zdrowiej!
Serdecznie pozdrawiam, 
Merge


* w lipcu 1977 Soen Sa Nim poszedł do szpitala, aby monitorować nieregularną pracę serca i zaczął stosować insulinę, z powodu swojej zawansowanej cukrzycy




15 lipca, 1977
Droga Marge,
Dziękuję Ci za Twój list. Jak się masz?
Właśnie wróciłem ze szpitala. Dziękuje Ci, że martwisz się o moje ciało. Teraz stosuję się do szpitalnych zaleceń; i zaczynam brać insulinę. Przez ponad 15 lat brałem pigułki na cukrzycę, lecz lekarze powiedzieli, że te tabletki uszkodziły moje serce. Więc poszedłem do szpitala, aby podleczyć serce; i teraz moje serce działa już prawidłowo, a moje ciało nie jest problemem.
Gdy byłem w szpitalu; to wielu lekarzy bardzo interesowało się pewnymi technikami medytacyjnymi leczącymi ciało. Mój lekarz zasugerował mi zastosowanie takiej medytacji, aby serce szybciej zdrowiało i zrobiłem to. Na początku, gdy przyszedłem do szpitala, moje serce nie biło regularnie. Wyleczenie tego typu problemów zajmuje zwykle 2 do 3 miesięcy. Medytowałem więc i już po tygodniu praca mojego serca uregulowała się. Lekarze byli bardzo zaskoczeni i zadowoleni. Powiedzieli, że teraz wielu lekarzy lubi medytację, ponieważ pomogła uleczyć ciało. Kilku lekarzy chciało nauczyć się coś więcej o medytacji, więc zaaranżowali spotkanie w moim szpitalnym pokoju i nauczałem ich trochę o zen.
Powiedziałem im, że medytacja lecząca ciało jest pewnym rodzajem koncentracji jogi. Nie jest ani dobra ani zła. Lecz to nie jest właściwa medytacją. Ten rodzaj medytacji jogi pozwala jedynie odpocząć ciału i uczynić go mocniejszym. Pewni jogini siedzą w spokojnym miejscu i tylko oddychają: wdech i wydech; i czasem żyją przez 100, a czasem przez 1000 lat. Można tak długo utrzymać ciało przy życiu, ale i tak ono w końcu kiedyś umrze.
Właściwa medytacja oznacza osiągnięcie wolności od życia i śmierci. To prawda: nasze ciało podlega życiu i śmierci, ale nasze prawdziwe ja nie ma ani życia ani śmierci. Jeśli osiągniesz swoje prawdziwe ja, wtedy to, czy umrzesz za godzinie, za dzień czy za miesiąc, nie będzie miało żadnego znaczenia. Lecz jeżeli będziesz robić tylko „medytację leczącą ciało” to staniesz się skupiony głównie na tym ciele. I gdy przyjdzie czas, aby Twoje ciało umarło, to ta medytacja nie pomoże Ci, więc nie możesz w nią wierzyć. Oznacza to, że nie jest to właściwa medytacja. Jeżeli robisz właściwą medytację to czasem bycie chorym jest OK; czasem bycie cierpiącym jest OK; umieranie pewnego dnia też jest OK. Budda powiedział: „Jeżeli z chwili na chwilę będziesz utrzymywać czysty umysł, wtedy wszędzie osiągniesz szczęście”.
Jak bardzo wierzysz w siebie? Jak bardzo pomagasz innym ludziom? To są najważniejsze pytania. Właściwa medytacja pomaga odnaleźć Ci Twoją prawdziwą drogę.
Powiedziałem lekarzom, że zapytałem pacjenta z sąsiedniego łóżka „Co jest celem Twojego życia?” On miał dobrą pracę, dobrą rodzinę i dobrą żonę, ale te rzeczy nie mogły mu pomóc. Więc odpowiedział: „Nic.” On zrozumiał „nic”, lecz to rozumienie nie mogło mu pomóc i dlatego cierpiał. Zen oznacza osiągnięcie tego „umysłu–nic”.
Jak osiągnąć „umysł–nic”? Najpierw musisz się zapytać: „Czym jestem? Co jest celem mojego życia?” Jeżeli odpowiesz sobie słowami, to jest tylko myślenie. Może odpowiesz: „Jestem lekarzem” Lecz gdy zajmujesz się swoim pacjentem i myślisz: „Jestem wielkim lekarzem” to nie możesz postrzec sytuacji swojego pacjenta, gdyż jesteś złapany w swoje myślenie. Myślenie jest tylko rozumieniem i podobnie jak ten człowiek na sąsiednim łóżku odkryjesz, że to rozumienie nie może Ci pomóc. Co wtedy? Jeżeli nie wiesz, to po prostu idź tylko prosto „nie wiem”.
Umysł nie–wiem odcina całe myślenie Jest przed myśleniem. Przed myśleniem nie ma: lekarza, pacjenta, nie ma też Boga czy Buddy, nie ma „ja”, nie ma słów, nie ma nic. Wtedy ty i wszechświat stajecie się jednym. Nazywamy to „nie-umysłem” lub pierwotnym punktem. Niektórzy ludzie mówią o tym: Bóg, kosmiczna energia, błogostan; zgaśnięcie, lecz są to tylko słowa nauczania. „Umysł-nic” jest przed słowami.
Zen oznacza osiągnięcie umysłu-nic i użyciem go. Jak można go użyć? Czyniąc nie-umysł umysłem wielkiej miłości. Nic oznacza brak „ja-mnie-moje”, brak przeszkód, zatem ten umysł może się zmienić w „umysł działania dla wszystkich ludzi”. To jest możliwe. Umysł–nic nie pojawia się ani nie znika. Jeżeli właściwie medytujesz, wówczas umysł- nic staje się silniejszy i jasno postrzegasz swoją sytuację: to co widzisz, słyszysz, wąchasz, smakujesz, dotykasz jest prawdą, bez myślenia. Więc Twój umysł jest jak lustro. Wtedy z chwili na chwilę możesz utrzymywać właściwą sytuację. Kiedy lekarz jest z pacjentami i odrzuci swoje ja-mnie-moje i stanie się z nimi jednym, wtedy może im pomóc. A kiedy lekarz wraca do domu i jest z rodziną, jeśli w 100 % utrzymuje umysł ojca, wtedy jest jasne zrozumienie, co jest dla nich dobre. Właśnie tak jak to. Błękitna góra się nie porusza. Białe chmury płyną w te i z powrotem.
Więc, lekarze lubią zen. Może spróbują praktykować!
Mam nadzieję, że idziesz prosto tylko nie wiem, osiągniesz nie-umysł, użyjesz nie-umysłu i wyzwolisz wszystkie istoty od cierpienia.
Twój w Dharmie,
S.S.

-List z książki DSSN Seung Sahn - Tylko nie wiem.

piątek, 27 kwietnia 2012

Wywiad z Kanzenem

 

Witam!
Odkopałem troszkę stary wywiad z Czcigodnym Kanzenem.
Czcigodny Kanzen od 1984 roku praktykuje Soto Zen w Japonii. Został wyświęcony w 1989 roku na mnicha w tradycji Soto Zen w świątyni w Tokio i ukończył edukację klasztorną wymaganą od mnichów Soto w klasztorze Daiyuzan Saijoji, jednym z największych klasztorów tradycji Soto Zen we wschodniej Japonii.
Praktykował z różnymi nauczycielami japońskimi, ale jego głównym nauczycielem medytacji przez ostatnich 21 lat jest opat niewielkiej świątyni na wybrzeżu Morza Japońskiego w małej miejscowości oddalonej około 600 km od Tokio.
Obecnie pracuje w świątyni w Sanboin w Szczecinie oraz okresowo pomaga w świątyni swojego mistrza wyświęcenia w Tokio i cztery razy w roku odwiedza swojego nauczyciela medytacji na tygodniowych odosobnieniach, również zajmuje się administracją w Misji Buddyjskiej w Polsce.
Zapraszam do odsłuchania ;)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Możesz zmienić!

Możesz zmienić!

Był sobie kiedyś w Chinach, w prowincji Xian sklepikarz, bardzo biedny i
skromnie żyjący. Nie załamywał się jednak niepowodzeniami i zawsze starał się wszystko robić jak najlepiej. Miał sklep, który dzięki jego ciężkiej pracy, zaradności i uprzejmości zyskiwał coraz więcej klientów i coraz lepiej prosperował. Z czasem człowiek ten otworzył jeszcze kilka podobnych sklepów, zatrudnił ludzi do pracy i stał się zamożnym kupcem.
Rodzinie kupca żyło się coraz lepiej, gdyż ten coraz więcej zarabiał. Przeprowadził się do większego domu w lepszej dzielnicy, urządził wspaniale sypialnię, salon i gabinet; zatrudnił ogrodnika i służącą. Jedna sprawa pozostawała niezmienna - posiłki, na które nieodmiennie od wielu lat składała się miseczka ryżu i woda.
Jego żona, dokładnie pamiętając czasy nędzy, ubóstwa i głodu, przygotowywała zawsze taki sam posiłek, starając się oszczędzać na wszystkim. To nic, że kupiec wielokrotnie mówił jej, iż stać ich na warzywa i mięso, na owoce i
słodycze - gdy wracał do domu, żona podawała mu miseczkę ryżu. Nie pomagały
rozmowy, prośby, błagania. Zona kiwała głową, obiecywała, że jutro będzie
inaczej, a gdy kupiec wracał z pracy, na stole pojawiała się miseczka ryżu i woda.
W końcu zrezygnowany udał się do Mistrza z prośbą o pomoc i jakąś interwencję.
Mistrz wysłuchał kupca i zapytał, o której wraca jutro z pracy do domu.
- Jak zwykle o zmierzchu - odpowiedział kupiec
- Muszę o tym porozmawiać z tobą i twoją żoną w waszym domu. Proszę,
uprzedź ją, że będę jutro u was o zmierzchu, niech przygotuje jakiś posiłek. Ale,
proszę, nie mów, po co przychodzę - powiedział mistrz.
Kupiec, ucieszony, pobiegł do domu i od razu zapowiedział, że będą jutro
mieli wspaniałego gościa, który zostanie na wieczornym posiłku. Poprosił żonę,
aby przygotowała coś wyjątkowego.
Nazajutrz żona rozpoczęła intensywne przygotowania do podjęcia mistrza.
Długo zastanawiała się, co podać na kolację, i po wielu fantastycznych pomysłach,
po rozważeniu wszystkich za i przeciw wielu potraw doszła do wniosku, że zwykły ryż i woda będą właśnie tym, co mistrz doceni. W końcu w prostocie
leży tajemnica piękna.
W południe ktoś niespodziewanie zadzwonił do drzwi. Zupełnie jeszcze nieprzygotowana,
w domowym niestarannym stroju otworzyła drzwi. Za nimi stał
mistrz i się uśmiechał.
- Jestem umówiony z twoim mężem na rozmowę - zaczął.
- Tak... wiem - powiedziała zaskoczona żona - ale chyba trochę później ?
- Rzeczywiście, ale nie miałem co robić, więc pomyślałem, że poczekam
na niego - i uśmiechnął się serdecznie. - Chyba nie masz nic przeciwko temu?
- Nie, ależ skąd. Proszę do środka - otworzyła drzwi, starając się skryć
swoje zmieszanie. - Proszę, wejdź.
Mistrz wszedł i usiadł. Nic nie mówił. W pokoju zaległa cisza. Siedział spokojnie
i rozglądał się.
- Może herbaty? - spytała.
- Nie, dziękuję - z uśmiechem odpowiedział mistrz. I znowu cisza.
- Ładny dzień dzisiaj.
- Ładny - odparł...
- Wczoraj okropnie lało.
- Tak...
Rozmowa nie kleiła się. Kobieta chciała za wszelka cenę czymś zająć dostojnego
gościa, ale nie bardzo wiedziała, jak i czym. On sam nie przejawiał Ŝadnej
inicjatywy. Minuty na zegarze płynęły bardzo powoli. Do zmierzchu było jeszcze
kilka godzin.
- Mąż wróci dopiero o zmierzchu - zagadnęła.
- Tak, wiem... ale poczekam, nie spieszy mi się. - I znowu serdeczny
uśmiech
- To jeszcze parę godzin.
- Chyba ci nie przeszkadzam.
- Nie, skądże, tylko tak chciałabym mistrza czymś zająć.
- Nie ma takiej potrzeby, posiedzę cichutko i poczekam.
Mistrz siedział spokojnie, a kobiecie coraz bardziej tego spokoju brakowało.
- A może zagramy w jakąś grę - zaczęła znowu.
- Dobrze zagrajmy. A w jaką?
- Może w „papier, kamień i nożyczki”?
- A co to za gra? Nie znam jej.
- Nie zna mistrz takiej starej chińskiej gry towarzyskiej ?
- Nie, nie znam, ale chętnie się nauczę.
- Gra polega na tym - zaczęła kobieta - że na dany znak obie osoby jednocześnie
pokazują dłonie. Otwarta to papier, zamknięta w pięść to kamień, a rozstawione
palce wskazujący i środkowy to nożyczki.
- Interesujące, i co dalej - mistrz wydawał się być bardzo ożywiony.
- Papier owija kamień i wygrywa. Nożyczki tną papier i wygrywają, ale tępią
się na kamieniu i wtedy przegrywają. A gdy oboje pokażemy to samo, jest
remis. Czy reguły są jasne dla mistrza?
- Tak, jasne. Grajmy już - mistrz był podekscytowany.
- To na „trzy, cztery” pokazujemy. Uwaga! Trzy, cztery! - zaczęła kobieta.
Mistrz pokazał papier, kobieta kamień.
- Świetnie, mistrzu, wygrałeś. No to dalej. Trzy, cztery! Mistrz pokazał papier,
kobieta nożyczki.
- Teraz przegrałeś. Trzy, cztery! Mistrz pokazał papier, kobieta papier.
- Teraz jest remis... ale, mistrzu, cały czas pokazujesz papier. Możesz
i powinieneś coś zmienić.
- Aha, to mogę zmienić gest ręki? - dopytywał się mistrz.
- Tak, możesz zmienić. No, to jeszcze raz. Trzy, cztery! Mistrz pokazał papier,
kobieta nożyczki.
- Mistrzu, możesz zmienić - była lekko podenerwowana.
- Tak, wiem, mogę zmienić - przytaknął spokojnie mistrz.
- No, to jeszcze raz. Trzy, cztery! Mistrz pokazał papier, kobieta kamień...
Gra trwała. Mistrz konsekwentnie pokazywał papier, a kobieta była coraz
bardziej poirytowana, coraz natarczywiej zwracała mistrzowi uwagę. Po głowie
przebiegały jej różne myśli, dotyczące jego poziomu umysłowego. W końcu nie
wytrzymała i zaczęła głośno krzyczeć.
- Możesz zmienić! Możesz zmienić! Możesz zmienić!
A mistrz spokojnie odpowiadał:
- Tak, wiem, mogę zmienić - i pokazywał papier.
Aż nagle kobieta uspokoiła się, uśmiechnęła, skłoniła głowę i podziękowała
mistrzowi za naukę oraz wspaniałą lekcję.
Gdy kupiec wieczorem wrócił do domu, minął się w drzwiach z mistrzem,
który właśnie wychodził. Na stole był przygotowany posiłek: pierożki, ryż, owoce,
jarzyny, mięso, piwo i wino ryżowe.
Pamiętaj: Możesz zmienić!

-bajka z książki "Bajki chińskie dla dorosłych"-Królicki Zbigniew

środa, 25 kwietnia 2012

Okowy nie są konieczne

Okowy nie sa konieczne

Nauki Zen „Bezdomnego” Kodo
Kosho Uchiyama
Słowa dharmy Sawaki-roshiego spisane i opatrzone komentarzem przez jego ucznia
Uchiyame-roshiego
Tekst jest dostepny pod adresem mahajana.net

Sawaki-roshi: 

Ludzie nazywaja mnie „Bezdomnym” K¯od¯o, ale nie uwazam, zeby to
było obrazliwe. Nazywaja mnie tak, poniewaz nigdy nie miałem swiatyni ani domu. Kazdy
jest bezdomny. Jest błedem myslec, ze masz w tym swiecie jakis wyznaczony dom.

Uchiyama-roshi: 

Jako jego uczen nie zawsze dobrze sie czułem słyszac, ze Sawakiroshi
nazywany jest „Bezdomnym” K¯od¯o. Okreslenie to kojarzyło mi sie z bezdomnymi
psami i kotami. Ale teraz rozumiem, ze to przezwisko naprawde jest imieniem prawdziwej
osoby. W rzeczywistosci kazdy jest bezdomny.
Poniewaz mój nauczyciel był osoba bezdomna, uznałem, ze równiez ja sam powinienem
pozostawac w podobnym stanie. Jedynym sposobem, by sie utrzymac było stac sie
zebrakiem obszczekiwanym przez psy cały okragły dzien. Pamietam, jak pewnego razu,
jakis szpic szczekał i warczał wsciekle, jakby chciał rozedrzec mnie na strzepy. Wtem
obroza pekła, a on, zamiast rzucic sie na mnie, zaczał skomlec i łasic sie. Pies na łancuchu,
odstraszajacy szczekaniem i warczeniem, przestaje byc agresywny po uwolnieniu.
To zachowanie szpica było wówczas dla mnie zdumiewajace, poniewaz przypominało mi
zachowanie niektórych ludzi. Zachowuja sie groznie, kiedy sa spetani władza finansowa,
organizacyjna czy tytułami. Kiedy łancuchy zostaja usuniete, wycofuja sie, czujac swoja
małosc i bezsilnosc. Jakze sa absurdalni. Kazdy z nas jest istota zyjaca samotnie i z
godnoscia. Nie ma potrzeby, by istoty ludzkie zyły w okowach.

Sawaki-roshi: 

Religia, która nie ma zwiazku z podstawa istnienia jest całkowicie jałowa.
Praktyka buddyjska pokazuje droge do pełnego urzeczywistnienia zycia ludzkiego
tutaj i teraz. „Nawrócenie nie buddystów” oznacza stworzenie ludziom mozliwosci przekształcenia
ich przypadkowych, zwodniczych i niekompletnych sposobów bytowania.

Uchiyama-roshi:

 Od czasu, kiedy buddyzm został zaszczepiony w Japonii upłyneło
ponad 1400 lat. Osiagniecia buddyjskich kapłanów w tym kraju były godne podziwu. Ale
nigdy nie nauczali oni duchowej esencji buddyzmu. Praca kapłana jest nieporównywalna;
nikt inny nie potrafi zyc tak prózniaczym zyciem. Jesli uczynisz bład spiewajac sutry,
umarli sie nie skarza.
Sawaki-roshi powiedział, ze praktyka buddyjska ukazuje droge do ostatecznego celu
ludzkiego zycia. Takie było nauczanie za czasów Buddy, lecz pózniej za skarb zostały
uznane smiecie, a istotne nauki zostały zagubione.

Sawaki-roshi: 

Urodzic sie jako istota ludzka jest czyms wyjatkowym i powinno to
byc powodem naszej niezmiernej wdziecznosci. Ale samo zycie ludzkie jest bez wartosci,
jesli spedzisz je na przykład w szpitalu psychiatrycznym. Jest bezwartosciowe, jesli martwisz
sie, ze nie posiadasz pieniedzy. Jest bezwartosciowe, jesli staniesz sie neurotykiem,
nie mogac zajac prestizowego stanowiska. Jest bezwartosciowe, jesli wpadłes w rozpacz,
poniewaz straciłes swoja dziewczyne.