Zapraszam do odwiedzenia strony: http://www.behance.net/gallery/Portraits/2224136 Wspaniałe obrazy malowane tuszem i herbatą ;)
wtorek, 8 maja 2012
Portrety malowane tuszem i herbatą
Zapraszam do odwiedzenia strony: http://www.behance.net/gallery/Portraits/2224136 Wspaniałe obrazy malowane tuszem i herbatą ;)
niedziela, 6 maja 2012
Jak (nie) jeść pałeczkami
Dział:
kuchnia
Jedzenie pałeczkami
może dla wielu przyzwyczajonych do widelca i noża osób bardzo
kłopotliwe, ale zapewniam, że kiedy naprawdę się opanuje tą sztukę, to
satysfakcja jest wręcz ogromna. Niewątpliwie z początku czekają na
śmiałków różne trudności, a smaczne posiłki w azjatyckich knajpkach nie
raz przestygną, ale nie co się poddawać, bo w końcu pałeczkami jedzą
miliony ludzi na całym świecie i podobnych osób jest relatywnie więcej,
niż posługujących się nożem i widelcem.
Jest to uzasadnione z punktu widzenia filozofii żywienia, ponieważ
zmusza do wolniejszego jedzenia, a co za tym idzie dokładnego
przeżuwania każdego kęsa. Warto nauczyć się tej sztuki, by poczuć
niepowtarzalny klimat i smak orientalnej kuchni, a przy okazji zamienić
swoje posiłki w pasjonującą partię szachów z własnymi kubkami smakowymi.
Trudno powiedzieć czemu dania azjatyckie smakują lepiej gdy spożywamy
je pałeczkami – siła sugestii, a może doświadczenie 5 tysięcy lat
dziedzictwa kulturalnego?
Kiedy dokładnie Chińczycy zaczęli stosować
pałeczki do końca nie wiadomo, ale pierwsze zapiski na ten temat
datowane są około 2000 lat wstecz, choć są też teorie, że prymitywnymi
formami patyczków (gałązki, kawałki drewna) podczas spożywania pokarmów
posługiwały się już prymitywne chińskie plemiona. Innym zastosowaniem
miało być wyjmowanie pieczonych potraw z rozgrzanych palenisk. O
pałeczkach rozpisał się z kolei Konfucjusz, informujący nas, że pałeczki
już były powszechnie stosowane przez cesarską dynastię Shang (1766 –
1122) p.n.e.
Czarujący w ich przypadku jest fakt, że
przez te setki lat właściwie jedyną rzeczą jaka uległa zmianie jest
materiał z jakich są wykonane pałeczki, bo sama idea pozostała ta sama.
Czynność ta więc stanowi odzwierciedlenie dawnych chińskich oraz
japońskich zwyczajów i wierzeń. Pałeczki wręcz były uznawane za swego
rodzaju święte narzędzie, które stanowi pomost łączący zwykłych ludzi z
bóstwami. Konfucjusz wręcz uważał, że posiadanie noża przy stole to akt
agresji nie przystający mężczyźnie, a jego filozofia miała znaczącą rolę
w rozpowszechnieniu stosowania pałeczek w krajach azjatyckich.
Dobór pałeczek jest związany z miejscem człowieka w społeczeństwie tzn. przeciętne azjatyckie domy korzystają z pałeczek wykonanych z wierzbowego drewna, bambusa, lub plastikowych (każdy domownik ma swoje ulubione pałeczki, które często trzyma się w specjalnym futerale lub pudełku). Złote pałeczki używane są najczęściej przez wysoką arystokrację czy rodzinę królewską. W Japonii obecnie ogromną popularnością cieszą się tzw. WARIBASHI, czyli pałeczki zrobione z jednego kawałka drewna, które łatwo można rozłamać na dwie części, co zapewnia nie tylko wygodę, ale i jednorazowość ich użycia. Używa się ich w różnych restauracjach i miejscach, gdzie można coś zjeść poza domem.
Na koniec mała uwaga na temat jedzenia sushi, bo wielokrotnie spotkałem się z pytaniami na ten temat. Otóż przysmak ten można jeść zarówno pałeczkami, jak i palcami – oba te sposoby są jednakowo poprawne i nikogo w ten sposób nie urazimy. Jak wiadomo przeciętnemu europejczykowi posługiwanie się pałeczkami może z początku sprawiać pewne kłopoty, ale nie czytelnikom tego bloga – ludziom ambitnym, którzy sięgną po “;japońskie sztućce”;, zamiast iść na łatwiznę i jak pierwszy lepszy leniuch raczyć się sushi palcami.
Lista możliwych błędów podczas jedzenia pałeczkami. Skorzystałem tutaj z wyników ankiety, wykazującej najczęściej występujące błędy w japońskim savoir vivre:
| 1 | 渡し箸 | watashi bashi: Kładzenie pałeczek bokiem na górze naczynia | |
| 2 | 探り箸 | saguri bashi: Mieszanie w zupie w poszukiwaniu ostatniego kawałka tofu itd. | |
| 3 | 突き箸・刺し箸 | tsuki bashi, sashi bashi: Przebijanie jedzenia pałeczkami | |
| 4 | 直箸 | choku bashi: Używanie własnych pałeczek, zamiast tych służących do podawania jedzenia, by wziąć coś ze wspólnego naczynia | |
| 5 | もぎ箸 | mogi bashi: Zjadanie resztek ryżu i jedzenia przyczepionych do pałeczek | |
| 6 | 重ね箸 | kasane bashi: Jedzenie potrawy bez przerwy (łapczywość?) | |
| 7 | 持ち箸 | mochi bashi: Chwycenie naczynia, szklanki tą samą ręką, w której trzymamy nasze pałeczki | |
| 8 | 迷い箸 | mayoi bashi: Machanie pałeczkami nad potrawami gdy zastanawiamy się, co następne zjeść | |
| 9 | 受け箸 | uke bashi: Trzymanie pałeczek, gdy prosimy o dokładkę ryżu | |
| 10 | 掻き箸 | kaki bashi: Trzymanie miski przy ustach i wydobywanie pałeczkami resztek potrawy | |
| 11 | 舐り箸 | neburi bashi: Zlizywanie pałeczek | |
| 12 | 撥ね箸 | hane bashi: Odpychanie nielubianych składników potrawy pałeczkami | |
| 13 | 寄せ箸 | yose bashi: Przyciąganie potrawy bliżej nas za pomocą pałeczek | |
| 14 | 洗い箸 | arai bashi: Mycie pałeczek w zupie | |
| 15 | 指し箸 | sashi bashi: Wskazywanie ludzi lub przedmiotów pałeczkami | |
| 16 | すかし箸 | sukashi bashi: Zamiast obrócić rybę na drugą stronę – wygrzebywanie mięsa spod kości | |
| 17 | 揃え箸 | soroe bashi: Nagłe pchanie potrawy za pomocą pałeczek | |
| 18 | 空箸 | kara bashi: Podnoszenie jedzenia, ale bez spożywania | |
| 19 | 移り箸・渡り箸 | utsuri bashi, watari bashi: Mierzenie na jedną potrawę, by nagle zmienić zdanie i sięgnąć po inną | |
| 20 | 涙箸 | namida bashi: Skapywanie zupy z pałeczek |
Które złe maniery najczęściej zauważasz u innych osób jedzących pałeczkami? – pytanie zadane ankietowanej grupie Japończyków.
| 1 | 仏箸 | hotoke bashi: Ulubiony błąd gajinów – zostawianie pałeczek po jedzeniu na misce | 100% |
| 2 | 指し箸 | sashi bashi: Wskazywanie na ludzi lub rzeczy za pomocą pałeczek | 91.9% |
| 3 | 叩き箸 | tataki bashi: Robienie hałasu przez uderzanie naczynia pałeczkami | 90.1% |
| 4 | 寄せ箸 | yose bashi: Przybliżanie innych potraw pałeczkami | 84.8% |
| 5 | 舐り箸 | neburi bashi: Zlizywanie pałeczek | 73.4% |
| 6 | 合わせ箸 | awase bashi: Przekazywanie jedzenia od pałeczek do pałeczek | 71.0% |
| 7 | 噛み箸 | kami bashi: Żucie pałeczek | 68.2% |
| 8 | 涙箸 | namida bashi: Skapywanie zupy z pałeczek | 67.4% |
| 9 | 突き箸・刺し箸 | tsuki bashi, sashi bashi: Nabijanie jedzenia pałeczkami a następnie spożywanie potrawy | 62.6% |
| 10 | せせり箸 | seseri bashi: Bawienie się jedzeniem pałeczkami | 62.1% |
| 11 | 迷い箸 | mayoi bashi: Machanie pałeczkami nad jedzeniem i zastanawianie się, co wziąć | 56.1% |
| 12 | 移り箸・渡り箸 | utsuri bashi, watari bashi: Nagła zmiana zdania przy mierzeniu na jedną potrawę, a wzięciu drugiej | 49.9% |
| 13 | 空箸 | kara bashi: Wzięcie jedzenia, ale bez spożywania | 49.5% |
| 14 | 違い箸 | chigai bashi: Używanie dwóch nie pasujących do siebie pałeczek | 48.0% |
| 15 | 洗い箸 | arai bashi: Mycie pałeczek w zupie | 46.2% |
| 16 | 撥ね箸 | hane bashi: Odpychanie nielubianego jedzenia pałeczkami | 36.0% |
| 17 | 揃え箸 | soroe bashi: Nagłe odpychanie jedzenia pałeczkami | 35.0% |
| 18 | 掻き箸 | kaki bashi: Trzymanie miski przy ustach i wydobywanie pałeczkami resztek potrawy | 33.1% |
| 19 | 持ち箸 | mochi bashi: Chwycenie naczynia lub szklanki ręką w której trzymamy pałeczki | 29.8% |
| 20 | 込み箸 | komi bashi: Wpychanie za dużo jedzenia na raz do ust | 28.0% |
- Jak prawidłowo chwycić pałeczki ?
1.
Koniec jednej pałeczki kładziemy między kciuk a palec wskazujący i przytrzymujemy ją palcami środkowym i serdecznym.
Koniec jednej pałeczki kładziemy między kciuk a palec wskazujący i przytrzymujemy ją palcami środkowym i serdecznym.
2.
Drugą pałeczkę przytrzymujemy równolegle kciukiem i palcem wskazującym.
Drugą pałeczkę przytrzymujemy równolegle kciukiem i palcem wskazującym.
3.
Pałeczka na dole powinna być nieruchoma, a pałeczką będącą na górze powinniśmy swobodnie poruszać za pomocą palca wskazującego i kciuka.
Pałeczka na dole powinna być nieruchoma, a pałeczką będącą na górze powinniśmy swobodnie poruszać za pomocą palca wskazującego i kciuka.
-artykuł ze strony: http://mazzi.wordpress.com/2007/11/03/jak-nie-jesc-paleczkami/
Furucunaneko- japońska sztuka kładzenia owoców na kocie.
Dział:
różne
Starsze niż samuraje i kule z błota.
sobota, 5 maja 2012
"Goldfish Salvation" Riusuke Fukahori 深堀隆介
Dział:
różne
Jak nie być Buddystą
Dział:
Zen
JAK NIE BYĆ BUDDYSTĄ
Cztery pieczęcie są jak herbata, a wszystkie środki, dzięki którym wprowadzamy je w życie – praktyki, rytuały, obyczaje i różne „gorsety” kulturowe – to czarka. Umiejętności i metody są widoczne i namacalne, prawda – nie. Wyzwanie polega na tym, by nie skupiać się na czarce. Ludzie wolą siedzieć w cichym miejscu na poduszce medytacyjnej, niż kontemplować, co może nadejść pierwsze: następny dzień czy następne życie. Zewnętrzne praktyki są widoczne, toteż umysł szybko etykietuje je jako „buddyzm”. Zaś pogląd, że „wszystkie rzeczy złożone są nietrwałe” nie jest namacalny, więc trudno nałożyć na niego etykietkę. Jak na ironię, dowody nietrwałości otaczają nas ze wszystkich stron, a jednak wciąż pozostaje to dla nas mało oczywiste.Istota buddyzmu przekracza granice kulturowe. Buddyzm jest praktykowany w wielu różnych kulturach, a ich tradycje to czarka dla nauk. Jeżeli elementy tych kulturowych gorsetów przynoszą pożytek, nie powodują szkody i nie stoją w sprzeczności z czterema prawdami, Siddhartha z pewnością by je pochwalił. Na przestrzeni wieków wytworzono czarki różnego typu, ale bez względu na to, jak szczytny przyświeca im cel i jak bardzo są funkcjonalne, stają się przeszkodą, jeżeli zapominamy o herbacie w środku. Choć służą tylko za naczynie do przechowywania prawdy, mamy skłonność skupiać się raczej na sposobach niż na celu. Dlatego ludzie chodzą z pustymi filiżankami albo zapominają o wypiciu herbaty. Czasem jesteśmy zafascynowani albo urzeczeni ceremoniałem i barwnością kulturowych praktyk buddyjskich. Kadzidła i świece wydają się nam pociągające i egzotyczne, ale nietrwałość i wyzbycie się ego już nie. Siddhartha powiedział, że najlepszym sposobem oddawania czci jest po prostu przypominanie sobie o zasadzie nietrwałości, cierpieniu wynikającym z emocji, o tym, że zjawiska nie istnieją samoistnie, a nirwana jest pozakoncepcyjna.
-"Jak nie być buddystą", Dzongsara Kjence Rinpocze.
- Jak szukać jedności z Bogiem?
- Im bardziej jej szukasz, tym większy stwarzasz dystans między Nim, a sobą.
- Cóż więc zrobić z tym dystansem?
- Przyjąć, że nie ma go.
- Czy to znaczy, że Bóg i ja - jesteśmy jedną rzeczą?
- Ani jedną, ani dwoma.
- Jak to możliwe?
- Słońce i jego światło, ocean i fale, pieśniarz i jego pieśń - ani jedna rzecz, ani dwie.
-Anthony De Mello
- Im bardziej jej szukasz, tym większy stwarzasz dystans między Nim, a sobą.
- Cóż więc zrobić z tym dystansem?
- Przyjąć, że nie ma go.
- Czy to znaczy, że Bóg i ja - jesteśmy jedną rzeczą?
- Ani jedną, ani dwoma.
- Jak to możliwe?
- Słońce i jego światło, ocean i fale, pieśniarz i jego pieśń - ani jedna rzecz, ani dwie.
-Anthony De Mello
piątek, 4 maja 2012
Haiku i Trzy rodzaje muzyki
Dział:
Opowiadania,
poezja,
Zen
Trąbka, puzon, saksofon
blask słońca
i starsza pani pytająca o drogę
-M.K.
Czy znasz słowa tej pieśni?
Letni wiatr, kapiąca woda z kranu
-M.K.
Powiew wiatru
szelest trawy
jeż nieopodal starej sosny
-M.K.
Muzyka świateł
ja sam wśród samotnych ulic
-M.K.
wolno spaceruje wiatr
pomiędzy ulicami miasta
w tak deszczowe popołudnie
-M.K.
popiół spadł na podstawkę
dźwięk zapachu wanilii
-M.K.
Wciąż myślę, planując swoja przyszłość
Ała!
Ugryzłem się w język
-M.K.
Ciepło, ciepło, ciepło, deszcz
-M.K.
Złość na kierowcę
który mnie ochlapał, chwila
Niebo znów rzuciło deszczem
-M.K.
Omori Kazan, Mnich Komuso sekty Fuke: Mój mizerny kunszt pozwala mi jedynie grać muzykę śmiertelników.
Usagi Yojimbo (Ronin): A są inne rodzaje muzyki?
O.K.: Jest jeszcze muzyka natury.
U.Y.: Jak wiatr?
O.K.: Wiatr to oddech natury. Grają drzewa, doliny i góry. Morskie fale uderzają o skały jak bębny, a ziemia grzmi nam pod nogami. Niektóre dźwięki są chropowe i brutalne, a inne delikatne i lekkie. Niektóre grzmią nam w uszach, gdy inne szepcą z oddali. Jednak wszystkie składają się na jedną muzykę natury. Żeby naprawdę ją usłyszeć, trzeba ją najpierw docenić. Dlatego ludzie coraz rzadziej słyszą tę muzykę.
U.Y.: A szkoda.
O.K.: Tak. Wycinają drzewa i nie sadzą nowych. Tępią zwierzęta. Wyrzucają odpadki do morza, rabują ziemię z minerałów. Ludzie stają się przez to głusi. Słyszałem niegdyś, jak mistrz Watazumido wydobył z fletu odgłosy burzy. Wtedy, jedyny raz w życiu, przekonałem się, że można odtworzyć muzykę natury. To Shakuhachi (buddyjski flet). Pierwszy z nich dotarł do nas jedenaście stuleci temu z kraju smoków. Dla nas, mnichów, instrument, na którym "gramy" zen, jest święty. Mojego Shakuhachi sporządzono z bambusa z wyspy Shikoku. Tylko tam rośnie bambus wystarczająco sztywny, żeby się nie rozszczepiał. Ten instrument zrobił sam mistrz Kinko.
(...)
U.Y.: Co za smutna i tęskna melodia... ale oddaje ducha naszego kraju.
O.K.: Tak, to muzyka ludzi. Jest jeszcze trzeci rodzaj muzyki: Muzyka niebios. Ale jak opisać coś, czego śmiertelni nie mogą usłyszeć?
U.Y.: To jak klasnać jedną dłonią?
O.K.: Ach! Cytujesz mistrza zen, Hakuina.
U.Y.: Więc nigdy nie słyszałeś muzyki niebios?
O.K.: Jak dotąd nie... choć nasłuchiwałem, aż moje uszy zaczęły krwawić. Ech!
-Fragment rozmowy z "Usagi Yojimbo tom9 Daisho"- Stan Sakai
blask słońca
i starsza pani pytająca o drogę
-M.K.
Czy znasz słowa tej pieśni?
Letni wiatr, kapiąca woda z kranu
-M.K.
Powiew wiatru
szelest trawy
jeż nieopodal starej sosny
-M.K.
Muzyka świateł
ja sam wśród samotnych ulic
-M.K.
wolno spaceruje wiatr
pomiędzy ulicami miasta
w tak deszczowe popołudnie
-M.K.
popiół spadł na podstawkę
dźwięk zapachu wanilii
-M.K.
Wciąż myślę, planując swoja przyszłość
Ała!
Ugryzłem się w język
-M.K.
Ciepło, ciepło, ciepło, deszcz
-M.K.
Złość na kierowcę
który mnie ochlapał, chwila
Niebo znów rzuciło deszczem
-M.K.
Sześćdziesiąt sześć razy oczy te patrzyły
na piękno jesieni...
Nie proś o więcej.
Słuchaj tylko dźwięku sosen,
kiedy nie ma najmniejszego powiewu wiatru.
-Haiku, wiersz śmierci- Ryonen
na piękno jesieni...
Nie proś o więcej.
Słuchaj tylko dźwięku sosen,
kiedy nie ma najmniejszego powiewu wiatru.
-Haiku, wiersz śmierci- Ryonen
TRZY RODZAJE MUZYKI:
Omori Kazan, Mnich Komuso sekty Fuke: Mój mizerny kunszt pozwala mi jedynie grać muzykę śmiertelników.
Usagi Yojimbo (Ronin): A są inne rodzaje muzyki?
O.K.: Jest jeszcze muzyka natury.
U.Y.: Jak wiatr?
O.K.: Wiatr to oddech natury. Grają drzewa, doliny i góry. Morskie fale uderzają o skały jak bębny, a ziemia grzmi nam pod nogami. Niektóre dźwięki są chropowe i brutalne, a inne delikatne i lekkie. Niektóre grzmią nam w uszach, gdy inne szepcą z oddali. Jednak wszystkie składają się na jedną muzykę natury. Żeby naprawdę ją usłyszeć, trzeba ją najpierw docenić. Dlatego ludzie coraz rzadziej słyszą tę muzykę.
U.Y.: A szkoda.
O.K.: Tak. Wycinają drzewa i nie sadzą nowych. Tępią zwierzęta. Wyrzucają odpadki do morza, rabują ziemię z minerałów. Ludzie stają się przez to głusi. Słyszałem niegdyś, jak mistrz Watazumido wydobył z fletu odgłosy burzy. Wtedy, jedyny raz w życiu, przekonałem się, że można odtworzyć muzykę natury. To Shakuhachi (buddyjski flet). Pierwszy z nich dotarł do nas jedenaście stuleci temu z kraju smoków. Dla nas, mnichów, instrument, na którym "gramy" zen, jest święty. Mojego Shakuhachi sporządzono z bambusa z wyspy Shikoku. Tylko tam rośnie bambus wystarczająco sztywny, żeby się nie rozszczepiał. Ten instrument zrobił sam mistrz Kinko.
(...)
U.Y.: Co za smutna i tęskna melodia... ale oddaje ducha naszego kraju.
O.K.: Tak, to muzyka ludzi. Jest jeszcze trzeci rodzaj muzyki: Muzyka niebios. Ale jak opisać coś, czego śmiertelni nie mogą usłyszeć?
U.Y.: To jak klasnać jedną dłonią?
O.K.: Ach! Cytujesz mistrza zen, Hakuina.
U.Y.: Więc nigdy nie słyszałeś muzyki niebios?
O.K.: Jak dotąd nie... choć nasłuchiwałem, aż moje uszy zaczęły krwawić. Ech!
-Fragment rozmowy z "Usagi Yojimbo tom9 Daisho"- Stan Sakai
Śmierć
Śmierć
Narodziny nie są początkiem;
śmierć nie jest końcem.
-Zhuangzi
Śmierć jest protestem ducha
przeciw niechęci z jaką
to, co obdarzone jest formą
przyjmuje wszelkie zmiany.
Protestem przeciwko stagnacji.
-Govinda
Inaczej niż życie, śmierć nie może
zostać człowiekowi odebrana
i dlatego możemy uważać ją za dar Boga.
-Seneka
Mistrz Dogo (Daowu):
Gdy mistrz Dogo udawał się pewnego razu do pogrążonej w żałobie rodziny w celu niesienia pociechy, zabrał ze sobą ucznia. Kiedy przybyli na miejsce, uczeń imieniem Zengen zapukał w wieko trumny i spytał Dogo: "Czy on jest żywy, czy martwy?"Mistrz odparł: "Nie powiem, że jest żywy, nie powiem, że jest martwy".
Wówczas Zengen wykrzyknął: "Dlaczego nie odpowiesz mi tak albo nie?"
Dogo odrzekł: "Nie powiem. Nie powiem."
W drodze powrotnej do świątyni Zengen rzekł: "Mistrzu, ostrzegam cię, jeśli mi nie powiesz, uderzę cię!"
Dogo odparł: "Róg jak uważasz, ale ze mnie nie wydobędziesz ani słowa." Wtedy Zengen uderzył go.
W długi czas potem, gdy Dogo już nie żył, Zengen odwiedził Sekiso, innego ucznia Dogo i opowiedział mu o wydarzeniu. Potem zaś zapytał: "Czy był on żywy, czy martwy?"
Sekiso odpowiedział: "Nie powiem, że był żywy, nie powiem, że był martwy".
Zengen spytał: "Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?"
Sekiso odrzekł: "Nie powiem! Nie powiem!"
Nagle Zengen doświadczył głębokiego wglądu.
Teitoku Matsunaga:
Wspaniałość brzasku przekwita w godzinę,
a jednak nie różni się w istocie
od olbrzymiej sosny,
co żyje przez tysiąc. lat
Mistrz Ikkju:
Zrodzony jak sen
W tym świecie-śnie
Ja, który zniknę
Jak poranna rosa.
Ktoś modli się o jutrzejsze życie,
Choć tak bardzo jest ono ulotne.
Oto jest nawyk umysłu,
Co przeminął już wczoraj.
Natura Buddy-cóż to oznacza?
Nie-narodzenie i nie-wygaśnięcie.
Wiedz zatem, złudzeniem są
Narodziny, śmierć, odrodzenie.
-Fragmenty książki "Koło życia i śmierci"-wyb. Kaplau
Osho: Nie wierzę w wegetarianizm
Nie wierzę w wegetarianizm, gdyż nie wierzę w nic. Moi uczniowie są
wegetarianami, ale nie jest to żadna zasada, żadna reguła. Są
wegetarianami, gdyż medytacja czyni ich bardziej ludzkimi, bardziej
kierującymi się sercem, przez co są w stanie zrozumieć całą głupotę
ludzi, którzy zabijają żyjące istoty, aby je zjadać. Wegetarianami czyni
ich nie żadna reguła, ale wrażliwość, estetyka, świadomość.
Nie
nauczam wegetarianizmu - on jest produktem ubocznym medytacji.
Gdziekolwiek ludzie medytują, stają się wegetarianami - zawsze, od
tysięcy lat.
Najstarszą religią ludzkości jest dżinizm. Jest to mało
rozpowszechniona religia - jej zasięg ogranicza się do Indii. Dżiniści
nie wierzą w Boga, więc nie modlą się. Gdy nie ma Boga i modlitwy, co
pozostaje dla religii? Bóg jest czymś zewnętrznym, więc modlitwa
adresowana jest do kogoś na zewnątrz. Odrzucenie Boga i modlitwy to nic
innego jak stwierdzenie: “Teraz chcę skierować się do wewnątrz”. I
medytacja jest właśnie drogą do wewnątrz.
Od tysięcy lat dżiniści
są wegetarianami. Wszyscy ich mistrzowie - nazywają ich tirthankarami,
czyli mesjaszami - pochodzili z kasty wojowników, jedli mięso. Cóż
więc się stało? Otóż medytacja wywołała w ich życiu rewolucję - nie
tylko wytrąciła im miecze z rąk, ale także rozbudziła w nich miłość do
istnienia. Wegetarianizm jest częścią tej rewolucji.
To samo
stało się z buddyzmem. Budda nie wierzył w Boga, nie wierzył w
modlitwę. I powtórzę: gdy Bóg i modlitwa znikają, jedyną rzeczą jaka
pozostaje jest skierowanie się do wewnątrz. Budda także pochodził z
kasty wojowników, był synem króla, jadł mięso. Lecz gdy poznał smak
medytacji, pojawił się także - jako produkt uboczny - wegetarianizm:
jak możesz zabijać; jak możesz niszczyć życie, gdy są dostępne wszelkie
inne rodzaje pożywienia?
Nie ma to nic wspólnego z religią. To kwestia twojej wrażliwości, estetyki i rozumienia.
Dżinizm
i buddyzm to jedyne religie bez Boga i modlitwy, i obie automatycznie
stały się wegetariańskie. To samo dzieje się z moimi uczniami.
Chrześcijanie
jedzą mięso, mahometanie jedzą mięso, judaiści jedzą mięso... gdyż
żadna z tych religii nie przeżyła rewolucji, którą powoduje medytacja.
Chrześcijaństwo, islam, judaizm nie znają medytacji. Wyznawcy tych
religii modlą się do fikcyjnego Boga, co nie powoduje żadnej przemiany,
gdyż Bóg nie istnieje. Twoje modlitwy są adresowane do pustych
przestworzy - nigdy nigdzie nie docierają, nigdy nikt ich nie słyszy,
nigdy na nie nikt nie odpowie. Nie istnieje nikt, kto mógłby na nie
odpowiedzieć. Wszystkie religie, które koncentrują się na Bogu,
dopuszczają jedzenie mięsa. Postaraj się zrozumieć to zjawisko.
Dlaczego
moi uczniowie są wegetarianami? Nie wymagam niejedzenia mięsa. Moi
uczniowie to nie George Bernard Shaw i jego fabianie, dla których
wegetarianizm to religia. Ani Shaw, ani fabianie nie wiedzieli nic o
medytacji, byli zwykłymi ekscentrykami, chcącymi robić coś innego niż
inni ludzie, żeby czuć się od nich lepiej; żeby się wywyższyć; żeby być
bardziej świętym. Wegetarianizm stał się ich filozofią.
Niejedzenie
mięsa nie jest moją filozofią - jest produktem ubocznym. Nie kładę
nacisku na wegetarianizm - kładę nacisk na medytację. Bądź bardziej
uważny, bardziej cichy, bardziej radosny... i postaraj się odnaleźć
najgłębsze centrum swojego istnienia. A inne rzeczy przyjdą
same - gdy przychodzą same, wtedy nie ma żadnego tłumienia, walki,
zmagania się, torturowania. Gdyż jeśli uczynisz z wegetarianizmu swoją
religię lub filozofię, gdzieś głębiej będziesz ciągle pragnął mięsa,
będziesz podświadomie o nim myślał... w ten sposób wegetarianizm będzie
jedynie przykrywką i dekoracją twojego ego.
Niech twoją religią będzie medytacja. A wszystko inne przyjdzie samo. Nie
będziesz musiał tego wymuszać, nie będziesz musiał narzucać sobie
jakiejś dyscypliny. Nie mam nic wspólnego z wegetarianizmem, ale wiem,
że jeśli będziesz medytował, pojawi się w tobie nowa wrażliwość - nie
będzie możliwe zabijanie zwierząt; nie będzie możliwe zabijanie żywych
istot.
Najsmaczniejsze dania znajdziesz u dżinistów i buddystów; u ludzi, którzy medytują.
Ziemia
pełna jest wegetariańskiego pożywienia - owoce, warzywa... Jednak
miliony innych ludzi zabijają i jedzą mięso zwierząt. To nic
innego jak kanibalizm. Według teorii Darwina pochodzimy od zwierząt -
zabijasz więc i zjadasz własnych przodków! Czy nie napawa cię to
obrzydzeniem?
Zwierzęta natychmiast wyczuwają twoją wrażliwość.
Na teren mojej wspólnoty ściągają sarny, jelenie, łosie. Nikt na nie
tu nie poluje. Poza terenem wspólnoty możesz usłyszeć odgłosy polowania
- zabijają sarny... zabijają te piękne, kochane zwierzęta. Więc sarny
przenoszą się do nas. Na łąkach zasialiśmy dla nich specjalny rodzaj
trawy. Szanujemy zwierzęta, a one to wyczuwają - gdy jedziesz
samochodem i trąbisz, one wcale się nie boją - stoją na drodze i
medytują. Wiedzą, że nie stanie się im tu żadna krzywda, więc się nie
spieszą.
Mamy tu ponad trzysta pawi. Włóczą się wokoło, są
wspaniałe i szalone - gdy jedziesz drogą, nawet nie raczą z niej zejść,
wskakują na maskę samochodu... zwierzęta rozumieją, że ludzie nie są tu ich wrogami; że ludzie są ich częścią - są przyjaciółmi.
Zwierzęta są częścią nas, także drzewa są częścią nas.
Naukowcy odkryli, że drzewa czują i są nawet bardziej wrażliwe od nas.
Umieszczono na drzewach specjalne urządzenia, rodzaj kardiografów,
które pokazują “bicie serca” drzew. Gdy do drzewa podchodził człowiek
mający je ściąć, kardiogram natychmiast wykazywał silną reakcję drzewa -
tak jakby się bało. W dodatku nie tylko ono - także pozostałe drzewa
reagowały, mimo iż ścięte miało być tylko jedno drzewo... pozostałe
współczuły... Lecz najdziwniejsze było to, że jeśli nadchodzący z
siekierą człowiek jedynie udawał, że zamierza je ściąć, wtedy wykres
kardiogramu był harmonijny. To nieprawdopodobne - drzewo wyczuwało, czy
człowiek naprawdę chce je ściąć, czy tylko udaje!
Drzewa są
bardziej wrażliwe od ciebie. Nie byłbyś w stanie rozpoznać, czy ten
facet z siekierą zamierza cię nią uderzyć, czy tylko udaje. Twoja
wrażliwość nie byłaby w stanie tego rozpoznać.
Od tysięcy lat człowiek żyje tak niewrażliwie, że utracił jedną z cenniejszych właściwości swojego istnienia. Medytacja
jest tym, co przywraca ci wrażliwość. Człowiek, który poznał ekstazę
medytacji staje się tak wrażliwy jak drzewa, jak zwierzęta, jak cała
egzystencja.
Ta wrażliwość czyni moich uczniów wegetarianami. Wrażliwość
przywrócona dzięki medytacji czyni cię współczującym, kochającym,
czującym piękno. Stajesz się wrażliwy na wspaniałą muzykę - muzykę
wiatru wiejącego wśród sosen; muzykę płynącego strumienia. Stajesz się
wrażliwy także na muzykę ciszy - jest pozbawiona dźwięków, ale można ją
poczuć. Czy potrafisz wsłuchać się w ciszę? Czy potrafisz poczuć, że
wszyscy ludzie są jednym - pulsują tym samym rytmem; ich serca biją w
tym samym rytmie?
Wegetarianizm jest niewielką rzeczą. Musimy stworzyć świat wypełniony ludźmi wrażliwymi,
którzy rozumieją muzykę, poezję, malarstwo; którzy rozumieją naturę;
którzy rozumieją piękno ludzkiego istnienia; którzy rozumieją
otaczający ich świat - gwiazdy, księżyc, słońce. Zwykły ptak lecący na
wietrze może wypełnić cię bezgraniczną radością. Wolność małego ptaka,
jego śpiew - mogą wywołać w tobie taniec, rozbudzić pieśń.
Ludzkość utraciła serce. Musimy je przywrócić tym, którzy tego pragną.
Oto moje nauczanie.
Samo z siebie
To, co jesz, nie uczyni cię duchowym. Ale jeśli jesteś duchowy, twoje żywieniowe nawyki same się zmienią.
To, co jesz, nie ma znaczenia. Możesz być wegetarianinem i jednocześnie być skrajnie okrutny. Możesz być nie-wegetarianinem i jednocześnie być wypełniony miłością i ciepłem. To, co jesz, nie ma tu znaczenia.
Zatem
– podkreślam to – jeśli skierujesz się w stronę medytacji, wtedy krok
po kroku, staniesz się wegeterianinem. Automatycznie. Nie będziesz się
nawet musiał tym kłopotać. Stanie się to automatycznie.
Jeśli
wegetarianizm przychodzi do ciebie poprzez medytację – to piękne.
Jeśli wegetarianizm przychodzi do ciebie poprzez manipulację umysłu –
to trochę gorzej. Jeśli jesteś manipulowany przez własny umysł, że wegetarianizm doprowadzi cię do duchowości, możesz się oszukać.
Możesz zmienić ubranie, zmienić swoją dietę, ale nie będzie to prawdziwa przemiana.
Prawdziwa przemiana musi się dokonać wewnątrz ciebie.
Cała reszta pojawi się sama.
środa, 2 maja 2012
Zmywanie dla zmywania - Thich Nhat Hanh
Dział:
Zen
Zmywanie dla zmywania
Trzydzieści lat temu, kiedy byłem jeszcze nowicjuszem w klasztorze Tu Hieu, zmywanie naczyń nie należało do przyjemnych zajęć. W czasie gdy wszyscy mnisi wracali do klasztoru, bo zbliżał się okres intensywnej medytacji, dwóch z nich musiało gotować i zmywać po - bywało - ponad stu innych. Nie było mydła. Używaliśmy popiołu oraz ryżowych i kokosowych łusek. Zmywanie takiej ilości misek było trudną pracą, zwłaszcza zimą, gdy woda była lodowata. Dzisiaj w kuchni mamy płyny do mycia, specjalne gąbki do szorowania i bieżącą wodę. Łatwiej znaleźć przyjemność w zmywaniu. Można zrobić to szybciej, by potem usiąść i rozkoszować się herbatą. Potrafię docenić pralkę, chociaż piorę ręcznie swoje rzeczy, ale automatyczna zmywarka - to już trochę za wiele!Podczas zmywania naczyń powinniśmy być tylko zmywaniem naczyń, co oznacza, że zmywając powinniśmy być w pełni świadomi faktu, że zmywamy naczynia. Na pierwszy rzut oka może to wydawać się trochę głupie: dlaczego przywiązywać tyle znaczenia do tak prostej czynności? Ale o to właśnie chodzi. Fakt, że jestem tu i zmywam naczynia, jest cudowną rzeczywistością. Jestem całkowicie sobą, podążając za oddechem, świadomy swej obecności i świadomy swoich myśli i czynności. Niemożliwe jest wtedy, bym miotał się nieprzytomnie tam i z powrotem jak butelka unoszona przez fale oceanu.
Filiżanka w twoich rękach
W Stanach Zjednoczonych mam bliskiego przyjaciela, Jima Foresta. Gdy osiem lat temu spotkałem go po raz pierwszy, pracował w Katolickim Stowarzyszeniu na Rzecz Pokoju. Odwiedził mnie ostatniej zimy. Zazwyczaj po kolacji najpierw zmywam naczynia, a dopiero potem siadam, by napić się ze wszystkimi herbaty. Pewnego wieczoru Jim chciał mnie wyręczyć, więc powiedziałem: „Dobrze, ale jeśli chcesz zmywać naczynia, musisz wiedzieć, jak to się robi". Jim zareagował obruszony: „Nie żartuj! Myślisz, że nie wiem,jak się zmywa naczynia?" Odparłem: „Są dwa sposoby zmywania. Pierwszy - to zmywanie naczyń, po to by je umyć i drugi - by je zmywać". Jim był zachwycony i odrzekł: „Wybieram ten drugi sposób: zmywanie dla
zmywania". Od tamtej pory Jim już wie, jak zmywać naczynia. Uczyniłem go odpowiedzialnym za tę pracę w ciągu całego tygodnia. Kiedy zmywamy i myślimy o herbacie, która na nas czeka - to śpieszymy się, żeby sprzątnąć naczynia, tak jak gdyby nam przeszkadzały. Wtedy nie można powiedzieć, że „zmywamy dla zmywania". Co więcej, nie żyjemy w chwili, w której to wykonujemy. Właściwie jesteśmy zupełnie niezdolni do tego by stojąc przy zlewie urzeczywistniać cud życia. Jeśli nie umiemy zmywać naczyń, to wszystko wskazuje, że również nie będziemy umieli pić herbaty. Podczas picia będziemy myśleli o innych rzeczach, ledwie zdając sobie sprawę, że trzymamy w rękach filiżankę. W ten sposób będziemy wsysani w przyszłość, niezdolni do prawdziwego przeżycia nawet jednej minuty.
fragment książki "Cud uważności" - Thich Nhat Hanh
wtorek, 1 maja 2012
Spotkanie
Dział:
Opowiadania
SPOTKANIE
Droga była pusta. Okreslajac ja w ten sposób, chce powiedziec, ze nie było na niej człowieka ani zwierzecia, ani tez przedmiotu. Szedłem ta droga. Ja jestem człowiekiem. Ale rozgladajac sie — nie zauwazyłem nikogo. Tak było tylko do pewnego czasu. W jakiejs chwili ukazał sie ktos, kto szedł mi
naprzeciw. Troche wyzszy ode mnie, o wiele szerszy w ramionach, miał równiez kapelusz, podczas kiedy ja kapelusza nigdy nie nosze.
Przybrałem odpowiedni wyraz twarzy, aby wydac sie energicznym i pieknym. Myslałem, ze wszystko odbedzie sie jak zwykle. Ja wstrzymam na chwile oddech, zeby powietrze roztracone nieznajomym i otaczajace go nie przenikneło mi do płuc — i miniemy sie.
Ale on zagrodził mi droge i powiedział:
— Prosze sie zatrzymac. Jutro, dokładnie o siódmej, przyjdzie pan do mnie posprzatac mieszkanie.
Byłem tak zdziwiony, ze zapytałem tylko:
— Ja?
— Oczywiscie, ze pan.
— Ale co to ma znaczyc?! — Odnalazłem wreszcie własciwy sposób odpowiadania na zaczepki. — Co pan sobie wyobraza?! Prosze mnie przepuscic!
— Niech sie pan nie unosi. Prosze posłuchac: woda biezaca jest na miejscu, równiez i sciereczki.
— Czy pan naprawde sadzi, ze ja...
— Praca z pozoru wydaje sie ciezka, nie przecze, ale jest przeciez odkurzacz.
— Jaki odkurzacz?!
Doskonały odkurzacz, operowanie nim to prawdziwa przyjemnosc. Zreszta mozna trzepac na dole, na podwórku.
— Które pietro? Pewnie szóste.
— Alez nie! Czwarte. W dodatku jest winda. Sam pan widzi, jakie warunki.
— Ale z jakiej racji ja mam panu sprzatac mieszkanie?!
— Bo juz jest brudne i trzeba koniecznie troche odswiezyc. Dostanie pan fartuch. Zreszta prosze nie robic uwag.
— Ale co to ma znaczyc własciwie?!
naprzeciw. Troche wyzszy ode mnie, o wiele szerszy w ramionach, miał równiez kapelusz, podczas kiedy ja kapelusza nigdy nie nosze.
Przybrałem odpowiedni wyraz twarzy, aby wydac sie energicznym i pieknym. Myslałem, ze wszystko odbedzie sie jak zwykle. Ja wstrzymam na chwile oddech, zeby powietrze roztracone nieznajomym i otaczajace go nie przenikneło mi do płuc — i miniemy sie.
Ale on zagrodził mi droge i powiedział:
— Prosze sie zatrzymac. Jutro, dokładnie o siódmej, przyjdzie pan do mnie posprzatac mieszkanie.
Byłem tak zdziwiony, ze zapytałem tylko:
— Ja?
— Oczywiscie, ze pan.
— Ale co to ma znaczyc?! — Odnalazłem wreszcie własciwy sposób odpowiadania na zaczepki. — Co pan sobie wyobraza?! Prosze mnie przepuscic!
— Niech sie pan nie unosi. Prosze posłuchac: woda biezaca jest na miejscu, równiez i sciereczki.
— Czy pan naprawde sadzi, ze ja...
— Praca z pozoru wydaje sie ciezka, nie przecze, ale jest przeciez odkurzacz.
— Jaki odkurzacz?!
Doskonały odkurzacz, operowanie nim to prawdziwa przyjemnosc. Zreszta mozna trzepac na dole, na podwórku.
— Które pietro? Pewnie szóste.
— Alez nie! Czwarte. W dodatku jest winda. Sam pan widzi, jakie warunki.
— Ale z jakiej racji ja mam panu sprzatac mieszkanie?!
— Bo juz jest brudne i trzeba koniecznie troche odswiezyc. Dostanie pan fartuch. Zreszta prosze nie robic uwag.
— Ale co to ma znaczyc własciwie?!
— No bo przeciez nie bedzie pan sprzatał bez fartucha. Zreszta — jak pan chce.
— Nie, nie, koniecznie fartuch. Ale... jak pan smie!
— W komórce obok łazienki znajdzie pan miotełki, swiatło musi pan zapalic w przedpokoju, bo w komórce spaliła sie zarówka.
— Nie, to doprawdy niesłychane!... Przydałyby sie szmaty filcowe... Ale za kogo mnie pan bierze własciwie, co?!
— Szmat nie ma, sa tylko pantofle na wojłoku, znajdzie je pan takze w komórce. Tylko prosze mi nie zuzywac za duzo pasty do podłogi. Wszystkiego wychodzi tyle, ze nie mozna nadazyc.
— A pan mysli, ze mozna zbyc byle czym? Jak sie robi, to trzeba tyle, ile trzeba, nic nie da sie oszukac, a jak pan mysli...
— Prosze nie dyskutowac. Pastowac lekko, poczekac, az przeschnie. Froterke pozyczy pan od sasiadów.
— Jak to, nie ma pan swojej froterki? Nie mozna było sprawic?
— To nie nalezy do pana. Do sasiadów dzwonic tylko przed ósma, bo potem wszyscy wychodza. Powiedziec, ze to ode mnie. W kuchni, na kredensie, lezy ementaler, prosze sobie wziac kawałek, tylko nie wszystko. Zlew przetkac, geranium podlac, linoleum zwinac, obcych nie wpuszczac.
— A ciepła woda? Zimna nie bede mył. Mam reumatyzm.
— Prosze nie plesc głupstw. Woda grzeje sie w piecyku gazowym. Trzeba tylko przekrecic odpowiednie kurki. Jest pan dorosły.
— To i gaz jest?
— Prosze nie zadawac nieinteligentnych pytan. Jasne, ze jest.
— Ja sie boje. Mozna sie otruc.
— Głupstwa. Brudne serwety złozysz pan w jednym miejscu. Szafy odsunac, materace przetrzepac, firanki zdjac, klamki proszkiem, scian nie ochlapac, okna potem na sucho trzec długo, bo sprawdze, radio wyłaczyc i nie słuchac, bo rozprasza. No, to by było mniej wiecej tyle. Do widzenia.
Odszedł, nie ogladajac sie, krokiem sportowca. Spogladałem za nim, dopóki nie zniknał. Kipiała we mnie obrazona duma, krzyczała zraniona godnosc osobista. Nagle zrobiło mi sie głupio, poczułem sie bezradny, bezbronny... nie zostawił mi przeciez adresu.
— Nie, nie, koniecznie fartuch. Ale... jak pan smie!
— W komórce obok łazienki znajdzie pan miotełki, swiatło musi pan zapalic w przedpokoju, bo w komórce spaliła sie zarówka.
— Nie, to doprawdy niesłychane!... Przydałyby sie szmaty filcowe... Ale za kogo mnie pan bierze własciwie, co?!
— Szmat nie ma, sa tylko pantofle na wojłoku, znajdzie je pan takze w komórce. Tylko prosze mi nie zuzywac za duzo pasty do podłogi. Wszystkiego wychodzi tyle, ze nie mozna nadazyc.
— A pan mysli, ze mozna zbyc byle czym? Jak sie robi, to trzeba tyle, ile trzeba, nic nie da sie oszukac, a jak pan mysli...
— Prosze nie dyskutowac. Pastowac lekko, poczekac, az przeschnie. Froterke pozyczy pan od sasiadów.
— Jak to, nie ma pan swojej froterki? Nie mozna było sprawic?
— To nie nalezy do pana. Do sasiadów dzwonic tylko przed ósma, bo potem wszyscy wychodza. Powiedziec, ze to ode mnie. W kuchni, na kredensie, lezy ementaler, prosze sobie wziac kawałek, tylko nie wszystko. Zlew przetkac, geranium podlac, linoleum zwinac, obcych nie wpuszczac.
— A ciepła woda? Zimna nie bede mył. Mam reumatyzm.
— Prosze nie plesc głupstw. Woda grzeje sie w piecyku gazowym. Trzeba tylko przekrecic odpowiednie kurki. Jest pan dorosły.
— To i gaz jest?
— Prosze nie zadawac nieinteligentnych pytan. Jasne, ze jest.
— Ja sie boje. Mozna sie otruc.
— Głupstwa. Brudne serwety złozysz pan w jednym miejscu. Szafy odsunac, materace przetrzepac, firanki zdjac, klamki proszkiem, scian nie ochlapac, okna potem na sucho trzec długo, bo sprawdze, radio wyłaczyc i nie słuchac, bo rozprasza. No, to by było mniej wiecej tyle. Do widzenia.
Odszedł, nie ogladajac sie, krokiem sportowca. Spogladałem za nim, dopóki nie zniknał. Kipiała we mnie obrazona duma, krzyczała zraniona godnosc osobista. Nagle zrobiło mi sie głupio, poczułem sie bezradny, bezbronny... nie zostawił mi przeciez adresu.
-Sławomir Mrożek-"Opowiadania"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
