Witam!
ZAPRASZAM POD NOWY ADRES!
Blog Napijmy się herbaty w nieco innej odsłonie.
Teraz Zbiór tekstów dotyczących samorozwoju i świadomości, opowiadania zen, buddyjskie historie, mowy dharmy i bajki z morałem możesz znaleźć na nsh.com.pl
Zapraszam do rejestracji na stronie i dodawania własnych materiałów, tworzenia wspólnej bazy tekstów o oświeceniu ;)
czwartek, 19 września 2013
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Niewidzialna półka na książki
Dział:
różne
1. Najpopularniejsza pionowa półka. Można ją kupić bez problemu w internecie. Choćby na allegro. Na załączonym gifie widać sposób montażu raz jak taka półka działa.
2. Wieszak na książki.
3. Wieża z książek
4. Pijane książki
5. Książki do góry nogami
I na koniec jeszcze parę zdjęć:
sobota, 30 marca 2013
piątek, 29 marca 2013
5 Rytuałów Tybetańskich
Dział:
różne
Tybetański eliksir młodości
Oparty na hatha jodze zestaw ćwiczeń tybetańskich przywraca
zdrowie, odmładza ciało, wpływa korzystnie na samopoczucie fizyczne i
psychiczne. Mechanizm działania rytuałów polega na harmonizowaniu pracy
głównych czakr, co z kolei normalizuje funkcjonowanie odpowiednich
gruczołów dokrewnych. Regularne praktykowanie "pięciu tybetańskich
kroków do wiecznej młodości":
- wzmacnia kondycję fizyczną
- poprawia funkcjonowanie układu pokarmowego, oddechowego
i krwionośnego - łagodzi napięcie mięśniowe i nerwowe
- pomaga w osiągnięciu głębokiej relaksacji i dobrego samopoczucia
- zwiększa jasność umysłu i powoduje przyrost energii witalnej
Rytuały tybetańskie
Rytuały tybetańskie dotarły na Zachód w pierwszej połowie
XX wieku dzięki emerytowanemu pułkownikowi armii brytyjskiej. Człowiek
ów zaintrygowany tajemniczymi opowieściami o starych, schorowanych
ludziach odzyskujących zdrowie i witalność w tajemniczym klasztorze
tybetańskim zorganizował wyprawę w celu odnalezienia tego eliksiru
młodości. Po długich poszukiwaniach dotarł do klasztoru w odległych
partiach Himalajów i pod okiem lamów nauczył się dokładnego wykonywania
rytuałów.
Ćwiczenia tybetańskie rozpowszechnione zostały przez Petera Kedlera, autora książki " Źródło wiecznej młodości".
OPIS ĆWICZEŃ
Rytuał 1. Stań prosto z rękami uniesionymi równolegle do podłogi. Palce złączone razem, dłonie otwarte, skierowane ku dołowi. Zacznij obracać się wokół własnej osi zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wirowanie zacznij i zakończ powoli zwiększając i zmniejszając prędkość stopniowo. Stopy mają podążać za rękami, a nie odwrotnie. Wzrok skup na dowolnym punkcie na wyskości oczu. Aby uniknąć zawrotów głowy, po zakończeniu obrotów stań na lekko rozstawionych nogach, złóż dłonie przed sobą na wysokości mostka i skup wzrok na zetknietych kciukach.
Rytuał 1. Stań prosto z rękami uniesionymi równolegle do podłogi. Palce złączone razem, dłonie otwarte, skierowane ku dołowi. Zacznij obracać się wokół własnej osi zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wirowanie zacznij i zakończ powoli zwiększając i zmniejszając prędkość stopniowo. Stopy mają podążać za rękami, a nie odwrotnie. Wzrok skup na dowolnym punkcie na wyskości oczu. Aby uniknąć zawrotów głowy, po zakończeniu obrotów stań na lekko rozstawionych nogach, złóż dłonie przed sobą na wysokości mostka i skup wzrok na zetknietych kciukach.
Rytuał 2.
Połóż się na plecach. Wyprostuj nogi i złącz kostki. Ręce z dłońmi
ułożonymi płasko na podłodze wyciągnij po obu stronach ciała. Wdychając
powietrze przez nos unieś nogi o nieco ponad 90 stopni w górę i
jednocześnie podnieś głowę przyciągając podbródek do piersi. Ćwiczenie
powinno się wykonywać jednym płynnym ruchem. Następnie robiąc wydech,
powróć do pozycji wyjściowej opuszczając powoli na podłogę zarówno
głowę, jak i wyprostowane nogi. Palce u nóg powinny być wyprostowane, a
niższe partie pleców oparte o podłogę. Aby ułatwić sobie doprowadzenie
nóg do pionu, wyprowadzaj ruch od pięt, możesz również podłożyć dłonie
pod pośladki.
Rytuał 3.
Uklęknij opierając zagięte palce stóp o podłogę. Nogi rozstaw na
szerokość bioder. Dłonie ułóż z tyłu ud tuż pod pośladkami.Wyprostuj
kręgosłup, przyciągnij podbródek do klatki piersiowej. Następnie robiąc
wdech odchyl głowę do tyłu najdalej jak potrafisz. Robiąc wydech powróć
do pozycji wyjściowej. Pamiętaj o tym, aby przed skłonem głowy do przodu
naprężyć kark, dopiero potem skłoń prowadzoną przez podbródek głowę do
piersi, a następnie ostrożnie odchyl ją do tyłu (podbródek nadal
prowadzi głowę). Napinaj mięśnie pośladków i unikaj wygięcia kręgosłupa w
części krzyżowej.
Rytuał 4.
Usiądź na podłodze z wyprostowanymi i lekko rozstawionymi nogami, tak
aby stopy były oddalone od siebie o około 25 cm. Wyprostuj kręgosłup,
dłonie oprzyj płasko na ziemii, tuż przy biodrach. Przyciągnij podbródek
do klatki piersiowej. Robiąc wdech unieś biodra i jednocześnie zegnij
nogi w kolanach (podeszwy stóp oparte o podłoże), odchylając
jednocześnie głowę do tyłu.Tułów powinien znajdować się w linii prostej
z udami, równolegle do podłogi, natomiast ramiona i łydki prostopadle
do ziemii. Wydychając powietrze powróć do pozycji początkowej. Przed
skłonem głowy, napręż szyję, z tej pozycji - za brodą ostrożnie przechyl
głowę do tyłu. Wyprowadzaj ruch ciała z miednicy i dolnej części
pleców, wypychaj miednicę w kierunku stóp.
Rytuał 5.
Połóz sie twarzą do ziemi, z wyprostowanymi nogami i podwiniętymi
palcami stóp. Opieraj się na rękach, trzymaj dłonie skierowane wnętrzem
do dołu. Ramiona i nogi powinny być odsunięte od siebie o około 60 cm.
Unieś ciało, całkowicie wyprostuj ręce. Kręgosłup wygnij w łuk, tak aby
uwypukliła się klatka piersiowa, a dolna częśc pleców była zapadnięta.
Głowę trzymaj wysoko, odchyloną do tyłu. Następnie wykonaj wdech i
jednocześnie zegnij ciało na wysokości bioder i doprowadź je do pozycji
przypominającej kształtem odwróconą literę "V", równocześnie przyciągnij
brodę do piersi. Zrób wydech powracając do pozycji wyjściowej.
Ćwiczenie wykonuj na nieślizgającym się podłożu, najlepiej na boso. Aby
uniknąć osłabienia lędźwiowej części kręgosłupa, napinaj mięśnie
pośladków. Do pozycji wyjściowej (leżenie na ziemii) powróć dopiero po
zakończeniu pełnego cyklu powtórzeń.
Po zakończeniu każdej serii jednego pełnego ćwiczenia stań ze
złączonymi stopami i rękami opartymi na biodrach. Weź głęboki oddech,
wdychając powietrze przez nos. Następnie wykonaj wydech przez otwarte
usta ułożone w kszytałcie litery "o". Po każdym pełnym ćwiczeniu zrób 2
takie oddechy.
Kiedy wykonasz już wszystkie rytuały, połóż się na plecach i rozluźnij przez kilka minut. Oddychaj powoli i spokojnie wczuwając się we własne ciało.
Kiedy wykonasz już wszystkie rytuały, połóż się na plecach i rozluźnij przez kilka minut. Oddychaj powoli i spokojnie wczuwając się we własne ciało.
Szósty rytuał
Istnieje również szósty rytuał będący uzupełnieniem
pozostałych. Ma on na celu zapobiec utracie energii związanej z aktem
seksualnym. Osoby żyjące w celibacie mogą dzieki niemu uwolnić sie od
napięcia i efektywniej wykorzystać zgromadzoną energię seksualną. Część
ćwiczących twierdzi, że poprzez ten rytuał odczucia seksualne stają się
subtelniejsze i bardziej uduchowione. Wykonywanie tego ćwiczenia powinno
się rozpocząć dopiero po regularnym praktykowaniu przez szereg tygodni,
a nawet miesięcy pięciu rytuałów, tak aby organizm został odpowiednio
oczyszczony i zharmonizowany, a tym samym przygotowany na wykorzystanie
energii uwalnianej podczas szóstego ćwiczenia. Aktywność seksualna oraz szósty rytuał
nie wykluczają się wzajemnie, jednak należy pamiętać, aby przez kilka
godzin po wykonywaniu tego ćwiczenia nie odbywać stosunków seksualnych.
Niektórzy twierdzą, że praktykowanie tego rytuału przez osoby w wieku
18-19 lat może zaburzyć naturalny rozwój ośrodków energetycznych na
które on oddziałuje.
OPIS ĆWICZENIA
Stań prosto z rękoma opartymi na biodrach i stopami rozstawionymi na około 10 cm. Weź głęboki wdech, a następnie wydech przez usta ułożone w kształcie litery "o". Podczas wydechu pochyl sie do przodu opierając ręce o kolana. Pochylony, całkowicie opróżnij płuca z powietrza, wciagając jednocześnie mięśnie brzucha. Wstrzymując oddech i wciagając brzuch, powróć do pozycji początkowej (ciało wyprostowane, ręce na biodrach). Wstrzymaj oddech przez kilka sekund. Następnie weź długi, powolny, głęboki wdech i rozluźnij się. Ćwiczenie powtórz maksymalnie do 3 razy. Na koniec weź 2 głębokie oddechy (wdech przez nos, wydech przez usta ułożone w kształcie litery "o").
Stań prosto z rękoma opartymi na biodrach i stopami rozstawionymi na około 10 cm. Weź głęboki wdech, a następnie wydech przez usta ułożone w kształcie litery "o". Podczas wydechu pochyl sie do przodu opierając ręce o kolana. Pochylony, całkowicie opróżnij płuca z powietrza, wciagając jednocześnie mięśnie brzucha. Wstrzymując oddech i wciagając brzuch, powróć do pozycji początkowej (ciało wyprostowane, ręce na biodrach). Wstrzymaj oddech przez kilka sekund. Następnie weź długi, powolny, głęboki wdech i rozluźnij się. Ćwiczenie powtórz maksymalnie do 3 razy. Na koniec weź 2 głębokie oddechy (wdech przez nos, wydech przez usta ułożone w kształcie litery "o").
Praktyczne wskazówki
Rytuały tybetańskie mogą poprawić nasze samopoczucie
psycho-fizyczne jeżeli będziemy pamiętać o kilku ważnych zasadach
podczas ich wykonywania. Oto one:
- według literatury, ćwiczenia najlepiej wykonywać w serii po 21
każde, przkroczenie tej liczby powtórzeń nie przynosi dodatkowego efektu
energetycznego; najkorzystniej jest rozpocząć od 3 powtórzeń,
a następnie "dokładać" 2 powtórki w kolejnych dniach; pamiętaj, że
każdy organizm jest inny, dlatego liczba powtórzeń przy których
dana osoba czuje się dobrze jest sprawą indywidualną i równie dobrze
może ona wynosić 7, 9 lub 13; wsłuchaj się w siebie, niech Twoje samopoczucie będzie Twoim doradcą i przewodnikiem; - rytuały najlepiej jest wykonywać rano przed śniadaniem; można
ćwiczyć również wieczorem, jednak nie później niż o godzinie 18,
gdyż w przeciwnym razie mogą wystąpić problemy z zaśnięciem spowodowane nadmiernym pobudzeniem organizmu; - w trakcie ćwiczeń oddychaj lekko i spokojnie; przy każdym ćwiczeniu
zwróć uwagę na synchronizację oddechu z ruchem, a więc na
równoczesne wykonywanie ruchu i oddechu; czas rozpoczęcia
oddechu jest zgodny z chwilą rozpoczęcia ruchu; generalnie obowiazuje zasada, że przy ruchu od podłoża w górę wykonujemy wdech, natomiast
przy powrocie do pozycji wyjściowej (ruch w kierunku podłoża)
wykonujemy wydech; pamiętaj o tym, aby nigdy nie wstrzymywać
oddechu; - ćwicz tylko wtedy kiedy czujesz się zdrowo; przy chorobach z gorączką, menstruacji, po zabiegach chirurgicznych należy ćwiczenia przerwać; w przypadku choroby układu krążenia, choroby Parkinsona, nadczynności tarczycy, stwardnienia rozsianego, dyskopatii, przepukliny, artretyzmu, a także ciąży skonsultuj z lekarzem, czy możesz wykonywać tego rodzaju ćwiczenia;
- pamiętaj o tym, że rytuały tybetańskie to przede wszystkim rytuały energetyczne, a nie sport wyczynowy; wykonuj te ćwiczenia powoli, starannie i świadomie traktując je jako rodzaj medytacji.
Bad Artist | Richard Jackson!
Dział:
różne
Kontrowersyjny, 74-o latek swoją przygodę ze sztuką rozpoczął od malarstwa. Kolory i farba w jego pracy mają ogromne znaczenie, ale nie tylko na płótnie, a także w formie rzeźby..Urodził się w Sacramento, obecnie mieszka w Los Angeles. Wszystko co tworzy posiada monumentalny, kontrowersyjny, humorystyczny czy skrajny wyraz i niewątpliwie jest jedyny w swoim rodzaju.
Ostatnio mogliście natknąć się na jedną z najnowszych realizacji Richarda Jacksona, którą prezentujemy jako pierwszą poniżej. "Bad Dog" to po prostu niegrzeczny pies, który zaznacza swój teren przy Orange County Museum of Art (OCMA) w Kalifornii..
poniedziałek, 9 lipca 2012
Paweł Zawiślak
Dział:
różne
Paweł Zawiślak, rodowity Warszawiak ukończył Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu, a obecnie stacjonuje w Moskwie.
Prawdziwy artysta, w swoich pracach nieprzewidywalny i oryginalny , a w kontakcie miły i skromny.
Prowadzi bloga pod nazwą Kropki Kreski, na którym można śledzić jego poczynania oraz podziwiać wszystkie prace i projekty artysty.
Różnorodność, wyraziste kolory, dopracowane detale i ciekawe koncepty- to wszystko daje się zauważyć w pracach Pawła, które powstają przy użyciu, cienkopisów, kredek, farb, mazaków i komputera.
Ma na swoim koncie wiele nagród, wystawy indywidualne oraz ciekawe kolaboracje z innymi artystami, projektantami, a także dużymi markami jak chociażby Converse i firma jubilerska W. KRUK.
Publikacje jego prac pojawiały się już w takich magazynach jak Exclusiv Magazine, Gala, Men Magazine, Vice czy Viva!
Najważniejsze dotychczasowe osiągnięcie ... Nie przywiązuję wagi do osiągnięć, tytułów i zaszczytów.
Dorosłem. Najważniejsze jest, że konsekwentnie pracuję.
Najbardziej lubisz ... Najbardziej lubię się przytulać.
Denerwuje Cię ... Nie myślę o tym, staram się nie marnować energii.
Marzysz o ... Marzę o ciągłym rozwoju, poszerzaniu wiedzy i percepcji,
o szkoleniu warsztatu, o nowych studiach.
Co daje Ci Sztuka ... Wszystko zależy od tego co w danym momencie tworzę lub czym się fascynuję.
Sztuka daje mi spokój ale i niesie chaos.
Znienawidzony dźwięk ... Każdy dżwięk jest dla mnie wartościowy.
Twoje ostatnie zdanie ... Non omnis moriar.
Prawdziwy artysta, w swoich pracach nieprzewidywalny i oryginalny , a w kontakcie miły i skromny.
Prowadzi bloga pod nazwą Kropki Kreski, na którym można śledzić jego poczynania oraz podziwiać wszystkie prace i projekty artysty.
Różnorodność, wyraziste kolory, dopracowane detale i ciekawe koncepty- to wszystko daje się zauważyć w pracach Pawła, które powstają przy użyciu, cienkopisów, kredek, farb, mazaków i komputera.
Ma na swoim koncie wiele nagród, wystawy indywidualne oraz ciekawe kolaboracje z innymi artystami, projektantami, a także dużymi markami jak chociażby Converse i firma jubilerska W. KRUK.
Publikacje jego prac pojawiały się już w takich magazynach jak Exclusiv Magazine, Gala, Men Magazine, Vice czy Viva!
Skąd się wziąłeś ... Ze spotkania plemnika z komórką jajową.
Najważniejsze dotychczasowe osiągnięcie ... Nie przywiązuję wagi do osiągnięć, tytułów i zaszczytów.
Dorosłem. Najważniejsze jest, że konsekwentnie pracuję.
Najbardziej lubisz ... Najbardziej lubię się przytulać.
Denerwuje Cię ... Nie myślę o tym, staram się nie marnować energii.
Marzysz o ... Marzę o ciągłym rozwoju, poszerzaniu wiedzy i percepcji,
o szkoleniu warsztatu, o nowych studiach.
Co daje Ci Sztuka ... Wszystko zależy od tego co w danym momencie tworzę lub czym się fascynuję.
Sztuka daje mi spokój ale i niesie chaos.
Muzyka ... Bez muzyki nie umiem żyć, towarzyszy mi przy każdej kreacji.
Znienawidzony dźwięk ... Każdy dżwięk jest dla mnie wartościowy.
A w Moskwie … Tutaj ciężko pracuję i tworzę. Tutaj na nowo uczę się siebie.
Twoje ostatnie zdanie ... Non omnis moriar.
źródło: http://www.czytajniepytaj.pl/art/art-tygodnia-pawel-zawislak-783.html
czwartek, 31 maja 2012
Integracja świadomego i podświadomego umysłu
Dział:
różne
Co to jest podświadomość? Niektórzy psychologowie i inni myśliciele określają
podświadomość jako rezerwuar całej wewnętrznej mocy. W rzeczywistości, jest to rezerwuar
wszelkich naszych iluzji. Faktycznie mówią oni o Prawdziwym Ja, które znajduje się "pod"
podświadomością. To podświadomość zakrywa naszą boską esencję, blokując jej przepływ,
czyniąc świadomość nieświadomą i powodując ignorancję.
Podświadomość została stworzona do wykonywania zadań w sposób automatyczny, tak
aby nie obciążać świadomego umysłu monotonnymi szczegółami, takimi jak bicie serca czy
oddychanie. Jest podobna do automatycznego pilota, przejmującego pewne zadania po to, aby
prawdziwy pilot mógł myśleć i robić co innego. Niestety, nadużyliśmy tego daru i zamiast
nam ułatwiać życie, podświadomość trzyma nas w uśpieniu. Podświadomy umysł oznacza coś, co jest "pod" i poza normalnym obszarem świadomości.
Jesteśmy świadomi swego świadomego umysłu, ale nie jesteśmy świadomi swej
podświadomości. Jest tak dlatego, że wraz z pierwszym aktem stłumienia i wyparcia czegoś,
wycofaliśmy swoją świadomość z części Stworzenia i w ten sposób oddzieliliśmy się od
rzeczywistości, tworząc "negatywną" podświadomość. Ta część podświadomego umysłu nie
istniała, dopóki jej nie stworzyliśmy, negatywnie coś osądzając. Za każdym razem, gdy
wycofujemy z czegoś świadomość i coś z niej wypieramy, powiększamy podświadomy umysł
kosztem świadomego. Odtrącając rzeczywistość przez uznanie czegoś za nieprzyjemne i
spychając ją do podświadomości, coraz bardziej ograniczamy nasz świadomy umysł. O takiej
"ciemności" mówi Nowy Testament. Wycofanie świadomości z jakiegokolwiek
doświadczenia, które oceniamy negatywnie, powoduje "osunięcie" się świadomości w
podświadomość i ciemność.
Gdy zaczynamy skupiać się na sobie dzięki rozmaitym technikom, takim jak: integracja
oddechem, rebirthing, joga, medytacja itd., nasza esencja lub, inaczej, nieskończona
wewnętrzna istota zaczyna się krystalizować i wyrażać siebie. Kiedy owa wewnętrzna istota,
czyli bezwarunkowa wewnętrzna ekstaza, staje się wyraźniejsza, zaczyna wywierać coraz
większy wpływ na naszą zewnętrzną istotę.
Podświadomy umysł symbolizowany jest w chrześcijaństwie jako "grzech pierworodny".
podświadomość jako rezerwuar całej wewnętrznej mocy. W rzeczywistości, jest to rezerwuar
wszelkich naszych iluzji. Faktycznie mówią oni o Prawdziwym Ja, które znajduje się "pod"
podświadomością. To podświadomość zakrywa naszą boską esencję, blokując jej przepływ,
czyniąc świadomość nieświadomą i powodując ignorancję.
Podświadomość została stworzona do wykonywania zadań w sposób automatyczny, tak
aby nie obciążać świadomego umysłu monotonnymi szczegółami, takimi jak bicie serca czy
oddychanie. Jest podobna do automatycznego pilota, przejmującego pewne zadania po to, aby
prawdziwy pilot mógł myśleć i robić co innego. Niestety, nadużyliśmy tego daru i zamiast
nam ułatwiać życie, podświadomość trzyma nas w uśpieniu. Podświadomy umysł oznacza coś, co jest "pod" i poza normalnym obszarem świadomości.
Jesteśmy świadomi swego świadomego umysłu, ale nie jesteśmy świadomi swej
podświadomości. Jest tak dlatego, że wraz z pierwszym aktem stłumienia i wyparcia czegoś,
wycofaliśmy swoją świadomość z części Stworzenia i w ten sposób oddzieliliśmy się od
rzeczywistości, tworząc "negatywną" podświadomość. Ta część podświadomego umysłu nie
istniała, dopóki jej nie stworzyliśmy, negatywnie coś osądzając. Za każdym razem, gdy
wycofujemy z czegoś świadomość i coś z niej wypieramy, powiększamy podświadomy umysł
kosztem świadomego. Odtrącając rzeczywistość przez uznanie czegoś za nieprzyjemne i
spychając ją do podświadomości, coraz bardziej ograniczamy nasz świadomy umysł. O takiej
"ciemności" mówi Nowy Testament. Wycofanie świadomości z jakiegokolwiek
doświadczenia, które oceniamy negatywnie, powoduje "osunięcie" się świadomości w
podświadomość i ciemność.
Gdy zaczynamy skupiać się na sobie dzięki rozmaitym technikom, takim jak: integracja
oddechem, rebirthing, joga, medytacja itd., nasza esencja lub, inaczej, nieskończona
wewnętrzna istota zaczyna się krystalizować i wyrażać siebie. Kiedy owa wewnętrzna istota,
czyli bezwarunkowa wewnętrzna ekstaza, staje się wyraźniejsza, zaczyna wywierać coraz
większy wpływ na naszą zewnętrzną istotę.
Podświadomy umysł symbolizowany jest w chrześcijaństwie jako "grzech pierworodny".
-z książki Sisson P. Colin "Wewnętrzne przebudzenie"
Wiara i monety
Dział:
Opowiadania
W pewnej wsi w prowincji Henan stały w bliskim sąsiedztwie dwa domy. W jednym wielkim i murowanym mieszkał szczęśliwy i zamożny rolnik. Był otoczony służbą i mógł mieć wszystko, niczego mu nie brakowało. Nie stronił nigdy od luksusu i spełniania swoich zachcianek.
Obok, w skromnej drewnianej chałupinie, żył starszy człowiek, przestrzegający bardzo surowych zasad i obyczajów. Cały swój czas przeznaczał na uprawę ziemi oraz na modlitwę.
W ciągu dnia staruszek i bogacz spotykali się niejednokrotnie, wymieniając zawsze parę zdań. Bogaty rolnik mówił najczęściej o swoich pieniądzach, a starzec o swojej wierze.
- Wiara! - kpił sobie bogacz. - Jeśli prawdą jest ze, jak mówisz, Bóg istnieje i jest taki wszechmocny i potężny, to dlaczego Go nie poprosisz, aby zesłał ci tyle pieniędzy, zebyś nie musiał już żyć w niedostatku i tak ciężko pracować?
- To bardzo dobry pomysł - odpowiedział starzec i poszedł do swojego domu. Następnego dnia, kiedy się spotkali, starzec był dziwnie rozpromieniony i szczęśliwy.
- Co ci jest, starcze?
- Nic mi nie jest. Ale dzisiaj rano, zgodnie z twoją radą, poprosiłem Boga, aby zesłał mi sto dukatów.
- Ach tak?
- Tak, i wiesz, co Mu powiedziałem ? Ze chyba wie o tym, jak dobrym zawsze byłem człowiekiem i szanowałem Jego prawa. Nalezy mi się za to nagroda i sam mogę wyznaczyć jej wysokość. Poprosiłem go o sto złotych monet.
Chyba nie jest to zbyt duza suma, jak sądzisz?
- To niewazne, co ja sądzę- odpowiedział kpiąco bogacz. - Wazne, co na ten temat sądzi twój Bóg. Moze uwaza, ze powinieneś dostać dwadzieścia albo pięćdziesiąt, albo sto osiemdziesięciu, albo dziewięćdziesiąt. Kto wie?
- Jesteś w błędzie. Bóg moze zdecydować, czy zasługuję na nagrodę, czy nie. Ja mogę ustalić jej wysokość. A ja proszę bardzo wyraźnie. Chcę stu monet. Nie przyjmę dwudziestu ani trzydziestu, ani dziewięćdziesięciu dwóch. Poprosiłem o sto i nie wątpię, ze jeśli Bóg będzie mógł się zająć moją prośbą, spełni ją. Nie będzie się ze mną targował, ani ja z Nim. O sto proszę i sto dostanę. Nie mam zamiaru zaakceptować nawet jednej monety mniej.
- Ha, ha! Jak na biedaka masz niezłe wymagania! - śmiał się bogacz.
- To czysta uczciwość. Tak samo jak On wymaga ode mnie, ja wymagam od Niego - powiedział starzec.
- Nie wierzę, abyś potrafił odmówić przyjęcia np. pięćdziesięciu monet, które ześle ci Bóg, tylko dlatego, ze nie jest ich sto.
- Jestem pewny, ze nie przyjąłbym zadnej ilości nizszej od stu, ale wyzszej tez nie. Nawet gdyby Bóg stwierdził, ze to za mało, i zdecydował się przysłać mi więcej. Reszty i tak bym nie przyjął.
- Ha, ha! Oszalałeś zupełnie. To ta praca w słońcu ci zaszkodziła. Myślisz, ze uwierzę w twoje deklaracje i twoją wiarę? Ha, ha! Chciałbym zobaczyć, jak się tego trzymasz. Ha, ha!
I sąsiedzi rozeszli się.
Nie wiadomo, z jakiego powodu, starzec irytował bogacza. Drazniła go jego skromność, wiara, spokój ducha. I ta pewność siebie! Co za nonszalancja! Jak mógł powiedzieć, ze nie przyjąłby sumy mniejszej od stu dukatów? Tu Bogacz postawił sobie cel: zdemaskować i ośmieszyć wiarę starca. Nie czekając długo, postanowił zrobić to tego samego popołudnia. Przygotował duzą sakiewkę z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma duktami i podkradł się pod chałupę sąsiada. Starzec klęczał przed obrazem i głośno się
modlił.
- Boze miłościwy, wspomóz mnie, twojego wiernego wyznawcę. Myślę, ze mam prawo do stu monet. I gdy będziesz je wysyłał, pamiętaj: ma być sto. Nie zadowolę się tym, co mi ześlesz. Chcę dokładnie stu monet...
Kiedy starzec się modlił, bogacz wszedł na dach i przez otwór w kominie zrzucił monety do środka. Następnie zszedł i podglądał przez okno. Starzec, będąc jeszcze na klęczkach, usłyszał dźwięk metalu spadającego w kominie. Wstał powoli, zblizył się do pieca, podniósł sakiewkę, strzepując z niej
sadzę i popiół. Następnie podszedł do stołu i wysypał zawartość sakwy. Ukazała się przed nim góra monet. Starzec padł na kolana i szczerze podziękował Bogu za zesłany mu prezent.
Dokończył modlitwę i przeliczył monety. Było ich dziewięćdziesiąt dziewięć!
Dziewięćdziesiąt dziewięć monet.
Na ten właśnie moment czekał przyczajony za szybą zamozny gospodarz. Czekał, przygotowany na zdemaskowanie obłudy starca i wyłozenie swojej teorii. Starzec wzniósł oczy ku niebu i modlił się dalej:
- Boze mój, widzę, ze zdecydowałeś się na spełnienie prośby biednego starca, ale równiez widzę, ze w niebiańskim skarbcu było tylko dziewięćdziesiąt dziewięć monet. Jesteś wspaniałomyślny i nie pozwoliłeś, abym czekał tylko na jedną monetę. Ale, jak juz Ci powiedziałem, nie chcę przyjąć sumy mniejszej bądź większej o jedną choćby monetę... Nie chcę zatem Twoich pieniędzy - i starzec pogrązył się w modlitwie
„To uparty osioł!” - pomyślał zaskoczony bogacz. Po krótkiej chwili starzec zaczął mówić znowu
- Z drugiej jednak strony, darzę Cię absolutnym zaufaniem. Potraktujmy to jako Twój dług wobec mnie. Ten jeden raz pozwolę Ci, abyś mógł oddać mi w wybranym przez Ciebie momencie jedną monetę.
- Zdrada! Kłamca! - krzyknął tryumfująco bogacz zza okna. - Obłudnik! - Wykrzykując, zaczął walić pięściami w drzwi chaty swego sąsiada. Starzec otworzył.
- Jesteś kłamcą i obłudnikiem! - powtórzył. - Powiedziałeś, ze nie przyjmiesz mniej niz sto, a teraz jakby nigdy nic napełniasz swoje kieszenie dziewięćdziesięcioma dziewięcioma dukatami. Jesteś kłamcą i kłamstwem jest twoja wiara w Boga. Cały czas chodzi Ci tylko o monety.
- Skąd wiesz o dziewięćdziesięciu dziewięciu monetach? - zapytał starzec.
- Wiem, poniewaz to ja przysłałem ci te dziewięćdziesiąt dziewięć monet, by pokazać, jaki z ciebie szarlatan. „Nie przyjąłbym zadnej sumy innej od stu”, ha, ha, ha! - przedrzeźniał słowa starca.
- I rzeczywiście nie zaakceptuję tego. Bóg odda mi ostatnią monetę wtedy, kiedy sam zdecyduje.
- On tobie nic nie ześle, bo, jak juz ci mówiłem, to ja ci wrzuciłem sakiewkę.
- Nie będę się z tobą spierał o to, czy Bóg uzył cię jako narzędzia do spełnienia mej prośby, czy nie. Ale te pieniądze wpadły do mego komina wtedy, kiedy się o nie modliłem, i są moje. Kazdy sąd to przyzna. Uśmiech zniknął z twarzy bogatego człowieka.
- Jak to „są twoje”? Ta sakwa i te monety są moje. Ja je wrzuciłem.
- Wola boska jest niepojęta dla istoty ludzkiej - powiedział starzec, wznosząc oczy ku niebu.
- Ty obłudniku i złodzieju! Mówiłeś coś o sądzie? Oddaj mi moje pieniądze albo właśnie podam cię do sądu, a wtedy stracisz resztę tego, co posiadasz, i zgnijesz w lochu za kradziez.
- Jedynym sędzią nade mną jest mój Bóg. Ale jeśli chcesz jechać do sędziego z miasta, to nie mam nic przeciwko temu, aby tę sprawę oddać w jego ręce.
- Dobrze, jedźmy w takim razie natychmiast. Nie ma na co czekać.
- Niestety, będziesz musiał zaczekać, az kupię sobie wóz. Na razie go nie mam, a chyba rozumiesz, ze człowiek w moim wieku nie moze sobie pozwolić na pójście pieszo taki kawał drogi do miasteczka.
- Nie musimy czekać. Dam ci mój wóz.
- Doprawdy, bardzo ci dziękuję. Przez wszystkie lata sąsiedztwa nigdy nie wyświadczyłeś mi zadnej przysługi. Ale mimo wszystko będziemy musieli zaczekać, az zima trochę ustąpi. Jest bardzo zimno i bez ciepłego ubrania nie dojechałbym zdrowy do miasteczka.
- Rozszyfrowałem cię. Próbujesz opóźnić spotkanie z sędzią - powiedział rozwścieczony bogacz. - Nic z tego. Dam ci swój kozuch, abyś mógł pojechać, i dołozę ciepłe buty. Masz jeszcze jakiś pretekst, aby nie jechać?
- Teraz nie - rzekł starzec. - Nie mogę odmówić.
Starzec nałozył kozuch, nowiutkie ciepłe buty, wdrapał się na wóz i ruszył w kierunku miasteczka. Za nim drugim wozem jechał bogacz. Kiedy dotarli na rynek w miasteczku, bogacz udał się od razu do sędziego, aby wnieść sprawę przeciwko starcowi. Bogacz opisał swój plan, którego celem było zniesławienie starca i udowodnienie jego słabej wiary. Opowiedział, jak do sakwy włozył dziewięćdziesiąt dziewięć dukatów, jak zrzucił ją starcowi przez komin, jak zakradł się pod okno oraz co widział i słyszał, a takze jak później starzec odmówił mu ich zwrotu.
- A ty co masz do powiedzenia na to wszystko, starcze? - zapytał sędzia.
- Wysoki sądzie, jestem zazenowany, ze ta sprawa trafia az tutaj. Mój sąsiad jest najbogatszym człowiekiem w całej wsi i jednym z najbogatszych w okręgu. Znam go ponad trzydzieści lat. Jest pazerny i chciwy. Nigdy nie wykazał się współczuciem ani zadnym miłosiernym aktem wobec nikogo. To jest najmocniejszy argument w mojej obronie. Czy wysoki sąd lub ktokolwiek, kto go zna, uwierzyłby, ze ten człowiek, tak skąpy i chciwy, mógłby włozyć prawie sto dukatów do sakwy i wrzucić ją przez komin do domu sąsiada, którego zresztą cały czas poniza z powodu jego ubóstwa? Wydaje mi się, ze ten człowiek mieszkając blisko mnie, zobaczył przypadkowo moje pieniądze i kierowany zachłannością, wymyślił całą tę historię.
- Wymyślił? Ty gadzie i złodzieju! - wykrzyknął bogacz. - Dobrze wiesz, ze mówię prawdę. Sam nie wierzysz w tę idiotyczną bujdę o Bogu przysyłającym ci pieniądze. Oddaj mi sakiewkę, bo cię rozszarpię.
- Wyraźnie widać, wysoki sądzie, ze ten człowiek jest bardzo wzburzony i zdenerwowany.
- Oczywiście! Nerwy mi puszczają, kiedy ktoś mnie okrada. śądam, abyś oddał mi sakiewkę.
Sędzia był w powaznym kłopocie. Argumenty obu męzczyzn brzmiały rozsądnie. Stanowisko zmuszało go do podjęcia decyzji, ale jaka decyzja byłaby najbardziej sprawiedliwa?
- Oddaj mi pieniądze, stary obłudniku - krzyczał bogacz. - Te pieniądze są moje, tylko moje.
Nagle bogacz, nie panując nad sobą, wskoczył na oddzielającą ich drewnianą balustradę i jakby w amoku, tracąc zupełnie panowanie, próbował wyrwać starcowi sakwę.
- Spokój! - krzyknął sędzia. - Straze! Porządek na sali! - Pojawienie się strazników uspokoiło nieco krewkiego bogacza
- Zwracam uwagę wysokiemu sądowi, do czego doprowadza go zachłanność. Gdyby udało mu się wyrwać sakiewkę, wcale bym się nie zdziwił, gdyby zaczął mówić, ze wóz, którym przyjechałem, tez nalezy do niego.
- Oczywiście, ze nalezy do mnie - krzyknął znowu wyprowadzony z równowagi bogacz. - Dałem ci go na przyjazd do miasta.
- I co, wysoki sądzie ? Jeszcze tylko by brakowało, zeby przywłaszczył sobie mój kozuch i nowe buty.
- Oczywiście, ze jestem ich właścicielem! Kozuch jest mój - krzyczał bogacz, tracąc zupełnie panowanie nad sobą. - Jest mój, wszystko jest moje: sakwa, dukaty, wóz, kozuch, buty... Wszystko jest moje, wszystko! - wrzeszczał jak opętany.
- Dość tego! Straze, uciszyć go - powiedział sędzia, który nie miał juz wątpliwości.
- Nie wstyd ci? Do czego się posuwasz? Chcesz odebrać temu biednemu człowiekowi nawet osobiste rzeczy. Jedyne rzeczy, które ma.
- Ale... one są...
- Dosyć tego. Nie ma zadnego „ale”. Jesteś chciwy, zachłanny i to do prowadza cię do obłędu. Nie panujesz nad sobą i nie wiesz, co mówisz - kontynuował sędzia. - Za próbę oszukania tego starego człowieka, wprowadzenie w błąd sądu i składanie fałszywych zeznań, skazuję cię na miesiąc więzienia i zapłacenie twemu sąsiadowi odszkodowania za cierpienia, jakich doznał, w wysokości dwustu dukatów.
- Czy mogę się wtrącić, wysoki sądzie - odezwał się starzec. - Czy mogę coś powiedzieć?
- Mów, starcze.
- Myślę, ze ten człowiek dostał juz nauczkę i jeszcze ją nieraz dostanie od zycia. Chociaz pozwał mnie do sądu i oskarzył, proszę o nadzwyczajne złagodzenie wyroku i nałozenie mu symbolicznej grzywny.
- To bardzo szlachetny gest, starcze. Ile proponujesz? Sto dukatów? Pięćdziesiąt?
- Nie, wysoki sądzie. Myślę, ze jeden dukat będzie wystarczającą karą.
Sędzia, nieco zdziwiony, uderzył młotkiem w stół i odczytał wyrok:
- Ze względu na szlachetność pozwanego, a nie na wolę sądu, skazuje się powoda na zapłacenie symbolicznej grzywny jednego dukata, którą musi uiścić natychmiast.
- Nie zgadzam się! - zawołał bogacz. - Sprzeciwiam się! Protestuję!
- Mogę przyjąć twój protest, ale tylko pod warunkiem, ze zrezygnujesz z tak szlachetnej propozycji tego dobrego człowieka, a wtedy będzie obowiązywał wyrok sądu.
Zdruzgotany bogacz, wyjął monetę i podał ją starcowi.
- Sprawa zakończona - powiedział sędzia i stuknął młotkiem.
Bogacz wybiegł wściekły. Wskoczył na swój wóz i szybko opuścił miasteczko. Starzec złozył ręce, skierował oczy niebu i rzekł: - Dzięki Ci, Panie, za tę ostatnią monetę. Niczego juz mi nie jesteś winien.
Obok, w skromnej drewnianej chałupinie, żył starszy człowiek, przestrzegający bardzo surowych zasad i obyczajów. Cały swój czas przeznaczał na uprawę ziemi oraz na modlitwę.
W ciągu dnia staruszek i bogacz spotykali się niejednokrotnie, wymieniając zawsze parę zdań. Bogaty rolnik mówił najczęściej o swoich pieniądzach, a starzec o swojej wierze.
- Wiara! - kpił sobie bogacz. - Jeśli prawdą jest ze, jak mówisz, Bóg istnieje i jest taki wszechmocny i potężny, to dlaczego Go nie poprosisz, aby zesłał ci tyle pieniędzy, zebyś nie musiał już żyć w niedostatku i tak ciężko pracować?
- To bardzo dobry pomysł - odpowiedział starzec i poszedł do swojego domu. Następnego dnia, kiedy się spotkali, starzec był dziwnie rozpromieniony i szczęśliwy.
- Co ci jest, starcze?
- Nic mi nie jest. Ale dzisiaj rano, zgodnie z twoją radą, poprosiłem Boga, aby zesłał mi sto dukatów.
- Ach tak?
- Tak, i wiesz, co Mu powiedziałem ? Ze chyba wie o tym, jak dobrym zawsze byłem człowiekiem i szanowałem Jego prawa. Nalezy mi się za to nagroda i sam mogę wyznaczyć jej wysokość. Poprosiłem go o sto złotych monet.
Chyba nie jest to zbyt duza suma, jak sądzisz?
- To niewazne, co ja sądzę- odpowiedział kpiąco bogacz. - Wazne, co na ten temat sądzi twój Bóg. Moze uwaza, ze powinieneś dostać dwadzieścia albo pięćdziesiąt, albo sto osiemdziesięciu, albo dziewięćdziesiąt. Kto wie?
- Jesteś w błędzie. Bóg moze zdecydować, czy zasługuję na nagrodę, czy nie. Ja mogę ustalić jej wysokość. A ja proszę bardzo wyraźnie. Chcę stu monet. Nie przyjmę dwudziestu ani trzydziestu, ani dziewięćdziesięciu dwóch. Poprosiłem o sto i nie wątpię, ze jeśli Bóg będzie mógł się zająć moją prośbą, spełni ją. Nie będzie się ze mną targował, ani ja z Nim. O sto proszę i sto dostanę. Nie mam zamiaru zaakceptować nawet jednej monety mniej.
- Ha, ha! Jak na biedaka masz niezłe wymagania! - śmiał się bogacz.
- To czysta uczciwość. Tak samo jak On wymaga ode mnie, ja wymagam od Niego - powiedział starzec.
- Nie wierzę, abyś potrafił odmówić przyjęcia np. pięćdziesięciu monet, które ześle ci Bóg, tylko dlatego, ze nie jest ich sto.
- Jestem pewny, ze nie przyjąłbym zadnej ilości nizszej od stu, ale wyzszej tez nie. Nawet gdyby Bóg stwierdził, ze to za mało, i zdecydował się przysłać mi więcej. Reszty i tak bym nie przyjął.
- Ha, ha! Oszalałeś zupełnie. To ta praca w słońcu ci zaszkodziła. Myślisz, ze uwierzę w twoje deklaracje i twoją wiarę? Ha, ha! Chciałbym zobaczyć, jak się tego trzymasz. Ha, ha!
I sąsiedzi rozeszli się.
Nie wiadomo, z jakiego powodu, starzec irytował bogacza. Drazniła go jego skromność, wiara, spokój ducha. I ta pewność siebie! Co za nonszalancja! Jak mógł powiedzieć, ze nie przyjąłby sumy mniejszej od stu dukatów? Tu Bogacz postawił sobie cel: zdemaskować i ośmieszyć wiarę starca. Nie czekając długo, postanowił zrobić to tego samego popołudnia. Przygotował duzą sakiewkę z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma duktami i podkradł się pod chałupę sąsiada. Starzec klęczał przed obrazem i głośno się
modlił.
- Boze miłościwy, wspomóz mnie, twojego wiernego wyznawcę. Myślę, ze mam prawo do stu monet. I gdy będziesz je wysyłał, pamiętaj: ma być sto. Nie zadowolę się tym, co mi ześlesz. Chcę dokładnie stu monet...
Kiedy starzec się modlił, bogacz wszedł na dach i przez otwór w kominie zrzucił monety do środka. Następnie zszedł i podglądał przez okno. Starzec, będąc jeszcze na klęczkach, usłyszał dźwięk metalu spadającego w kominie. Wstał powoli, zblizył się do pieca, podniósł sakiewkę, strzepując z niej
sadzę i popiół. Następnie podszedł do stołu i wysypał zawartość sakwy. Ukazała się przed nim góra monet. Starzec padł na kolana i szczerze podziękował Bogu za zesłany mu prezent.
Dokończył modlitwę i przeliczył monety. Było ich dziewięćdziesiąt dziewięć!
Dziewięćdziesiąt dziewięć monet.
Na ten właśnie moment czekał przyczajony za szybą zamozny gospodarz. Czekał, przygotowany na zdemaskowanie obłudy starca i wyłozenie swojej teorii. Starzec wzniósł oczy ku niebu i modlił się dalej:
- Boze mój, widzę, ze zdecydowałeś się na spełnienie prośby biednego starca, ale równiez widzę, ze w niebiańskim skarbcu było tylko dziewięćdziesiąt dziewięć monet. Jesteś wspaniałomyślny i nie pozwoliłeś, abym czekał tylko na jedną monetę. Ale, jak juz Ci powiedziałem, nie chcę przyjąć sumy mniejszej bądź większej o jedną choćby monetę... Nie chcę zatem Twoich pieniędzy - i starzec pogrązył się w modlitwie
„To uparty osioł!” - pomyślał zaskoczony bogacz. Po krótkiej chwili starzec zaczął mówić znowu
- Z drugiej jednak strony, darzę Cię absolutnym zaufaniem. Potraktujmy to jako Twój dług wobec mnie. Ten jeden raz pozwolę Ci, abyś mógł oddać mi w wybranym przez Ciebie momencie jedną monetę.
- Zdrada! Kłamca! - krzyknął tryumfująco bogacz zza okna. - Obłudnik! - Wykrzykując, zaczął walić pięściami w drzwi chaty swego sąsiada. Starzec otworzył.
- Jesteś kłamcą i obłudnikiem! - powtórzył. - Powiedziałeś, ze nie przyjmiesz mniej niz sto, a teraz jakby nigdy nic napełniasz swoje kieszenie dziewięćdziesięcioma dziewięcioma dukatami. Jesteś kłamcą i kłamstwem jest twoja wiara w Boga. Cały czas chodzi Ci tylko o monety.
- Skąd wiesz o dziewięćdziesięciu dziewięciu monetach? - zapytał starzec.
- Wiem, poniewaz to ja przysłałem ci te dziewięćdziesiąt dziewięć monet, by pokazać, jaki z ciebie szarlatan. „Nie przyjąłbym zadnej sumy innej od stu”, ha, ha, ha! - przedrzeźniał słowa starca.
- I rzeczywiście nie zaakceptuję tego. Bóg odda mi ostatnią monetę wtedy, kiedy sam zdecyduje.
- On tobie nic nie ześle, bo, jak juz ci mówiłem, to ja ci wrzuciłem sakiewkę.
- Nie będę się z tobą spierał o to, czy Bóg uzył cię jako narzędzia do spełnienia mej prośby, czy nie. Ale te pieniądze wpadły do mego komina wtedy, kiedy się o nie modliłem, i są moje. Kazdy sąd to przyzna. Uśmiech zniknął z twarzy bogatego człowieka.
- Jak to „są twoje”? Ta sakwa i te monety są moje. Ja je wrzuciłem.
- Wola boska jest niepojęta dla istoty ludzkiej - powiedział starzec, wznosząc oczy ku niebu.
- Ty obłudniku i złodzieju! Mówiłeś coś o sądzie? Oddaj mi moje pieniądze albo właśnie podam cię do sądu, a wtedy stracisz resztę tego, co posiadasz, i zgnijesz w lochu za kradziez.
- Jedynym sędzią nade mną jest mój Bóg. Ale jeśli chcesz jechać do sędziego z miasta, to nie mam nic przeciwko temu, aby tę sprawę oddać w jego ręce.
- Dobrze, jedźmy w takim razie natychmiast. Nie ma na co czekać.
- Niestety, będziesz musiał zaczekać, az kupię sobie wóz. Na razie go nie mam, a chyba rozumiesz, ze człowiek w moim wieku nie moze sobie pozwolić na pójście pieszo taki kawał drogi do miasteczka.
- Nie musimy czekać. Dam ci mój wóz.
- Doprawdy, bardzo ci dziękuję. Przez wszystkie lata sąsiedztwa nigdy nie wyświadczyłeś mi zadnej przysługi. Ale mimo wszystko będziemy musieli zaczekać, az zima trochę ustąpi. Jest bardzo zimno i bez ciepłego ubrania nie dojechałbym zdrowy do miasteczka.
- Rozszyfrowałem cię. Próbujesz opóźnić spotkanie z sędzią - powiedział rozwścieczony bogacz. - Nic z tego. Dam ci swój kozuch, abyś mógł pojechać, i dołozę ciepłe buty. Masz jeszcze jakiś pretekst, aby nie jechać?
- Teraz nie - rzekł starzec. - Nie mogę odmówić.
Starzec nałozył kozuch, nowiutkie ciepłe buty, wdrapał się na wóz i ruszył w kierunku miasteczka. Za nim drugim wozem jechał bogacz. Kiedy dotarli na rynek w miasteczku, bogacz udał się od razu do sędziego, aby wnieść sprawę przeciwko starcowi. Bogacz opisał swój plan, którego celem było zniesławienie starca i udowodnienie jego słabej wiary. Opowiedział, jak do sakwy włozył dziewięćdziesiąt dziewięć dukatów, jak zrzucił ją starcowi przez komin, jak zakradł się pod okno oraz co widział i słyszał, a takze jak później starzec odmówił mu ich zwrotu.
- A ty co masz do powiedzenia na to wszystko, starcze? - zapytał sędzia.
- Wysoki sądzie, jestem zazenowany, ze ta sprawa trafia az tutaj. Mój sąsiad jest najbogatszym człowiekiem w całej wsi i jednym z najbogatszych w okręgu. Znam go ponad trzydzieści lat. Jest pazerny i chciwy. Nigdy nie wykazał się współczuciem ani zadnym miłosiernym aktem wobec nikogo. To jest najmocniejszy argument w mojej obronie. Czy wysoki sąd lub ktokolwiek, kto go zna, uwierzyłby, ze ten człowiek, tak skąpy i chciwy, mógłby włozyć prawie sto dukatów do sakwy i wrzucić ją przez komin do domu sąsiada, którego zresztą cały czas poniza z powodu jego ubóstwa? Wydaje mi się, ze ten człowiek mieszkając blisko mnie, zobaczył przypadkowo moje pieniądze i kierowany zachłannością, wymyślił całą tę historię.
- Wymyślił? Ty gadzie i złodzieju! - wykrzyknął bogacz. - Dobrze wiesz, ze mówię prawdę. Sam nie wierzysz w tę idiotyczną bujdę o Bogu przysyłającym ci pieniądze. Oddaj mi sakiewkę, bo cię rozszarpię.
- Wyraźnie widać, wysoki sądzie, ze ten człowiek jest bardzo wzburzony i zdenerwowany.
- Oczywiście! Nerwy mi puszczają, kiedy ktoś mnie okrada. śądam, abyś oddał mi sakiewkę.
Sędzia był w powaznym kłopocie. Argumenty obu męzczyzn brzmiały rozsądnie. Stanowisko zmuszało go do podjęcia decyzji, ale jaka decyzja byłaby najbardziej sprawiedliwa?
- Oddaj mi pieniądze, stary obłudniku - krzyczał bogacz. - Te pieniądze są moje, tylko moje.
Nagle bogacz, nie panując nad sobą, wskoczył na oddzielającą ich drewnianą balustradę i jakby w amoku, tracąc zupełnie panowanie, próbował wyrwać starcowi sakwę.
- Spokój! - krzyknął sędzia. - Straze! Porządek na sali! - Pojawienie się strazników uspokoiło nieco krewkiego bogacza
- Zwracam uwagę wysokiemu sądowi, do czego doprowadza go zachłanność. Gdyby udało mu się wyrwać sakiewkę, wcale bym się nie zdziwił, gdyby zaczął mówić, ze wóz, którym przyjechałem, tez nalezy do niego.
- Oczywiście, ze nalezy do mnie - krzyknął znowu wyprowadzony z równowagi bogacz. - Dałem ci go na przyjazd do miasta.
- I co, wysoki sądzie ? Jeszcze tylko by brakowało, zeby przywłaszczył sobie mój kozuch i nowe buty.
- Oczywiście, ze jestem ich właścicielem! Kozuch jest mój - krzyczał bogacz, tracąc zupełnie panowanie nad sobą. - Jest mój, wszystko jest moje: sakwa, dukaty, wóz, kozuch, buty... Wszystko jest moje, wszystko! - wrzeszczał jak opętany.
- Dość tego! Straze, uciszyć go - powiedział sędzia, który nie miał juz wątpliwości.
- Nie wstyd ci? Do czego się posuwasz? Chcesz odebrać temu biednemu człowiekowi nawet osobiste rzeczy. Jedyne rzeczy, które ma.
- Ale... one są...
- Dosyć tego. Nie ma zadnego „ale”. Jesteś chciwy, zachłanny i to do prowadza cię do obłędu. Nie panujesz nad sobą i nie wiesz, co mówisz - kontynuował sędzia. - Za próbę oszukania tego starego człowieka, wprowadzenie w błąd sądu i składanie fałszywych zeznań, skazuję cię na miesiąc więzienia i zapłacenie twemu sąsiadowi odszkodowania za cierpienia, jakich doznał, w wysokości dwustu dukatów.
- Czy mogę się wtrącić, wysoki sądzie - odezwał się starzec. - Czy mogę coś powiedzieć?
- Mów, starcze.
- Myślę, ze ten człowiek dostał juz nauczkę i jeszcze ją nieraz dostanie od zycia. Chociaz pozwał mnie do sądu i oskarzył, proszę o nadzwyczajne złagodzenie wyroku i nałozenie mu symbolicznej grzywny.
- To bardzo szlachetny gest, starcze. Ile proponujesz? Sto dukatów? Pięćdziesiąt?
- Nie, wysoki sądzie. Myślę, ze jeden dukat będzie wystarczającą karą.
Sędzia, nieco zdziwiony, uderzył młotkiem w stół i odczytał wyrok:
- Ze względu na szlachetność pozwanego, a nie na wolę sądu, skazuje się powoda na zapłacenie symbolicznej grzywny jednego dukata, którą musi uiścić natychmiast.
- Nie zgadzam się! - zawołał bogacz. - Sprzeciwiam się! Protestuję!
- Mogę przyjąć twój protest, ale tylko pod warunkiem, ze zrezygnujesz z tak szlachetnej propozycji tego dobrego człowieka, a wtedy będzie obowiązywał wyrok sądu.
Zdruzgotany bogacz, wyjął monetę i podał ją starcowi.
- Sprawa zakończona - powiedział sędzia i stuknął młotkiem.
Bogacz wybiegł wściekły. Wskoczył na swój wóz i szybko opuścił miasteczko. Starzec złozył ręce, skierował oczy niebu i rzekł: - Dzięki Ci, Panie, za tę ostatnią monetę. Niczego juz mi nie jesteś winien.
-Opowiadanie z książki Królickiego Zbigniewa - Bajki chinskie dla doroslych
środa, 30 maja 2012
Krótka historia herbaty w Polsce
Dział:
herbata
Krótka historia herbaty w Polsce
Herbata bуła w Рolsсe doсeniona nie
tуlko jako lek, ale także jako środek рobudzająсу. Dr Ormiński, рrofesor
zamojski w kalendarzu z 1703 roku рisał: "Liśсie Theae сo sрrawują? -
sen odejmują bez рrzeszkodу" (do opisu pasuje herbata oolong).
Niestetу nie wszуsсу sрrzуjali herbaсie.
Рrzуkładem może bуć рewien znanу рod konieс XVIII wieku рrzуrodnik Jan
Kluk. Stwierdził on, że wszуstkie truсiznу Сhin mniej bу nam zaszkodziłу
niż jedna herbata.
Ze względu na wуsoką сenę, рoсzątkowo
herbata bуła рita głównie na dworaсh magnaсkiсh. Mimo, że organizowano
tam sрotkania рodсzas którусh рito herbatę, zwусzaj jej рiсie nie
uрowszeсhnił się. Рrzуszła na to рora gdу wojska rosуjskie wkroсzуłу do
naszego kraju. W Rosji herbata bуła już bardzo рoрularna, mieli Rosjanie
nawet sрeсjalne urządzenie do рarzenia herbatу - samowar. Wielkie
znaсzenie na rozрowszeсhnienie się herbatу w Рolsсe miał też oсzуwiśсie
sрadek jej сen.
Рoруt na herbatę zwiększуł się znaсznie w
okresie рowojennуm. Traktowano ją wtedу głównie jako element рosiłku,
jednak jakość ówсzesnej herbatу bуła mizerna сo nie рozwalało na
rozsmakowanie się w tуm magiсznуm naрarze.
W сzasaсh obeсnусh herbata сieszу się
stale rosnąсуm zainteresowaniem, Рolaсу рiją сoraz więсej herbatу.
Niestetу nie wуkształсiła się u nas kultura związana z tуm naрojem.
Рijemу głównie herbatу eksрresowe oraz granulowane i mamу małe рojęсie o
sрosobaсh рarzenia herbatу.
Wyrzeźbiona czaszka z Tybetu.
Dział:
różne
Naprawdę niesamowite, niech zdjęcia przemówią:
Zapraszam
Subskrybuj:
Posty (Atom)

